Michał Wiśniewski ponownie znalazł się w centrum zainteresowania mediów. Po tym, jak po 21 latach wrócił do Mandaryny, każdy jego publiczny występ jest uważnie obserwowany. Tym razem to nie samo życie prywatne artysty wywołało dyskusję, lecz słowa, które padły podczas koncertu.
Od kilku tygodni powrót Michała Wiśniewskiego i Mandaryny pozostaje jednym z najgłośniejszych tematów w polskim show-biznesie. Ich ponowne zejście się nastąpiło niedługo po tym, jak wokalista publicznie poinformował o rozstaniu z piątą żoną, Polą Wiśniewską. Informację o nowym etapie w swoim życiu przekazał w tym samym nagraniu, w którym mówił również o zakończeniu poprzedniego związku.

Choć oboje starają się nie opowiadać zbyt wiele o swojej relacji, sam Wiśniewski nie zawsze potrafi powstrzymać się od spontanicznych komentarzy. Szczególnie podczas koncertów zdarza mu się wplatać do występów osobiste odniesienia.
Już wcześniej ze sceny żartował, że jeśli kiedykolwiek wpadnie na pomysł, by po raz szósty się ożenić, publiczność powinna skutecznie wybić mu to z głowy. Innym razem zmienił fragment wykonywanej piosenki, nawiązując do swojego życia uczuciowego i powrotu do Mandaryny.

Najwięcej emocji wzbudziła jednak sytuacja z ostatniego koncertu. Podczas występu wokalista zaczął żartobliwie rozmawiać z nową wokalistką Ich Troje, Martyną Majchrzak. Kiedy sceniczna partnerka odrzuciła jego udawane zaloty, Wiśniewski odpowiedział z uśmiechem:
– Nawet nie wyglądasz jak Mandaryna. W ogóle mnie nie kręcisz.
Publiczność przyjęła ten komentarz z rozbawieniem, a nagranie z koncertu błyskawicznie zaczęło krążyć w internecie. Nie wszyscy jednak odebrali ten żart w taki sam sposób.

Sprawa stała się tematem rozmowy w telewizji. Jacek Cygan uznał, że widzowie koncertu właściwie odczytali intencje Michała Wiśniewskiego i potraktowali całą sytuację jako autoironiczny dowcip nawiązujący do jego życia prywatnego.
Jego opinii nie podzielił jednak Jan Pirowski. Prezenter zwrócił uwagę, że żart został skierowany bezpośrednio do wokalistki zespołu i właśnie to wzbudziło jego zastrzeżenia.

– Adresatką tego dowcipu stała się wokalistka jego zespołu. Umniejszył jej, żeby pokazać w lepszym świetle Mandarynę. Wydaje mi się, że to co najmniej niesmaczne – ocenił.
Słowa prowadzącego wywołały kolejną falę dyskusji. Jedni uznali sceniczną wymianę zdań za niewinny element koncertowego humoru, inni przyznali, że rozumieją zastrzeżenia dotyczące sposobu, w jaki padł ten komentarz.