Po latach na scenie przyszło bolesne zderzenie z rzeczywistością. Irena Santor otwarcie o swojej emeryturze

Irena Santor od dekad pozostaje symbolem polskiej piosenki i jedną z najbardziej cenionych artystek w kraju. Choć zakończyła regularne koncertowanie, wciąż nie znika z życia publicznego i od czasu do czasu pojawia się na wydarzeniach kulturalnych. Tym razem postanowiła szczerze opowiedzieć o sprawie, która dotyczy wielu Polaków – swojej emeryturze.

Za sobą ma ponad 75 lat obecności na scenie. Jej artystyczna droga rozpoczęła się jeszcze pod koniec lat 40., a od 1951 roku była związana z zespołem „Mazowsze”, rozpoczynając profesjonalną karierę. W ciągu następnych dekad stworzyła repertuar, który na stałe zapisał się w historii polskiej muzyki. Publiczność pokochała takie utwory jak „Powrócisz tu”, „Już nie ma dzikich plaż”, „Maleńki znak”, „Tych lat nie odda nikt” czy „Złoty pierścionek”.

Kilka lat temu zdecydowała, że nadszedł czas pożegnać się z intensywnym życiem scenicznym. Jak sama wspominała, decyzję podjęła 8 marca i od tamtej chwili konsekwentnie się jej trzyma.

– To był 8 marca i wtedy postanowiłam: „nie, koniec, dziękuję, było miło” i słowa dotrzymałam. Bo pracowałam (…) za dużo. Widzę teraz jaką opieką otacza się artystów, w moim czasie tego nie było, musieliśmy dbać o wszystko sami i o repertuar, i o nagrania, i o koncerty, i o to, żeby się ubrać, o wszystko, wszystko – mówiła w „Dzień Dobry TVN”.

Choć nie występuje już w trasach koncertowych, nadal przyjmuje zaproszenia na wybrane wydarzenia. Podczas jednego z nich została zapytana o swoje świadczenie emerytalne i bez wahania odpowiedziała, jak wygląda jej sytuacja finansowa.

Artystka wyjaśniła, że przez wiele lat pracowała na etacie i świadomie odkładała z myślą o spokojnej przyszłości. Była przekonana, że dzięki temu otrzyma wysoką emeryturę. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.

– Ja pracowałam rzeczywiście na etacie długie lata. Pracowałam nawet ochoczo (…) i nadmiernie. Nadmiernie, bo chciałam, żeby ta emerytura moja w przyszłości, taka którą sobie wyliczyłam, była ach taka duża. I to się stało. Miałam zapisaną taką dużą emeryturę, tylko że przyszła dewaluacja wszystko zmieniła – powiedziała w rozmowie dla Jastrząb Post.

Mimo rozczarowania nie ukrywa, że nie zamierza narzekać. Podkreśla, że pieniądze nie są dla niej najważniejszą wartością, a obecne świadczenie pozwala jej spokojnie funkcjonować i zaspokajać codzienne potrzeby.

– Nie mam powodu do tego, żeby się bogactwem szczycić. To nie o to chodzi w życiu. Bogactwo to nie jest najważniejsze – zaznaczyła.

Zapytana wprost, czy jest zadowolona z wysokości swojej emerytury, odpowiedziała z charakterystycznym spokojem i dystansem.

– Czy ja jestem zadowolona z mojej emerytury? Jestem zadowolona z faktu, że ją mam i że ona zabezpiecza mi podstawowe potrzeby życiowe. Tak, a że mogłaby być większą… No mogłaby być. Czemu nie? Jeżeli tak się zdarzy, to ją przyjmę, a jeżeli nie, to z tej jestem zadowolona.