Margaret i Dawid Kwiatkowski w końcu powiedzieli, co ich łączy. „Zawsze mieliśmy fajny kontakt”

Margaret i Dawid Kwiatkowski znają się od wielu lat, ale dopiero niedawno udało im się zrealizować wspólny muzyczny pomysł. Ich piosenka „Później Ci opowiem” okazała się dużym sukcesem, jednak, jak się okazuje, najważniejsze wcale nie są dla nich wyniki słuchalności. Wokalistka zdradziła właśnie, jak naprawdę wygląda ich relacja i co zmieniło się dzięki wspólnej pracy. Jej słowa mówią naprawdę wiele.

Kilka miesięcy temu Margaret i Dawid Kwiatkowski zaprezentowali utwór „Później Ci opowiem”. Współpraca artystów szybko spotkała się z zainteresowaniem publiczności. W ciągu zaledwie czterech i pół miesiąca piosenka zgromadziła na YouTube aż 8,8 miliona odtworzeń.

Oboje aktywnie promowali wspólny singiel, a dzień jego premiery dostarczył im wielu emocji. Już wtedy było widać, że nie jest to jedynie zawodowa znajomość. Pod koniec sierpnia Dawid opublikował w sieci wyjątkowy wpis, w którym wrócił do ich wieloletniej historii.

„Oj Megi, Megi… Nasz występ, choć udany (…), jest tylko przecinkiem w tym, co przeżyliśmy wspólnie przez 13 lat. Może jakimś zwieńczeniem, może w końcu. Ale dla mnie najważniejsze jest to, jacy zawsze dla siebie byliśmy. Że zawsze byliśmy dla siebie. A teraz mamy wspólny utwór, który radzi sobie świetnie, a my wzruszamy się śpiewając go – czy można lepiej?” – napisał wokalista.

Teraz również Margaret postanowiła opowiedzieć o ich relacji. W jednym z najnowszych wywiadów wyznała, że pomysł na wspólny duet pojawiał się już wcześniej, ale przez długi czas nie udawało im się znaleźć odpowiedniego momentu.

Margaret szczerze o relacji z Dawidem Kwiatkowskim. „Nam zawsze było do siebie blisko”
Piosenkarka podkreśliła, że od dawna łączyły ich dobre kontakty, choć intensywne zawodowe obowiązki nie ułatwiały im regularnego spotykania się. Dopiero praca nad wspólnym utworem sprawiła, że ich znajomość zaczęła nabierać jeszcze głębszego wymiaru.

„To jest w ogóle niesamowita historia zarówno zawodowo, ale i prywatnie. Nam zawsze było do siebie blisko. W sensie zawsze mieliśmy fajny kontakt, ale przez to, że obydwoje jesteśmy megazajęci, zawsze było tak, że umawialiśmy się, że się umówimy i że pogadamy. I faktycznie przy tej piosence, oprócz ogromnego sukcesu, jaki ona odnosi, odniosła, to takim naszym sukcesem małym, dużym, może największym, (…) jest to, że realnie zaczęła się tworzyć (…) relacja i na maksa się wspieramy. Jestem z niego na maksa dumna” – wyznała Margaret.

Wokalistka zwróciła też uwagę na to, że oboje rozpoczynali muzyczne kariery w podobnym czasie. Dzięki temu mają za sobą wiele wspólnych doświadczeń, do których dziś mogą wracać z sentymentem.

„Mamy dużo wspomnień, bo my trochę zaczynaliśmy razem. Pamiętam, jak (…) graliśmy taką trasę pod centrami handlowymi. Widząc to, gdzie jesteśmy teraz, (…) jak się obydwoje zmieniliśmy, też pod względem muzycznym, jak nasze koncerty wyglądały kiedyś, a teraz… no to jest duma” – przyznała Małgorzata Jamroży.
Margaret uczy się od Kwiatkowskiego. Przyznała, co robi na niej największe wrażenie

W rozmowie artystka poruszyła również temat zmian, jakie zaszły na rynku muzycznym. Jej zdaniem obecnie powstaje znacznie więcej muzyki niż kiedyś, przez co coraz trudniej jest nie tylko dotrzeć do odbiorców, ale także zbudować z nimi prawdziwą więź i stworzyć wokół siebie zaangażowaną społeczność.

Margaret przyznała, że właśnie takie relacje ze słuchaczami mają dla niej szczególną wartość. Jak zaznaczyła, bardziej zależy jej na autentycznym kontakcie z ludźmi niż na samym zasięgu.

„(…) Muszę przyznać, że ja to wolę, bo (…) to więcej znaczy po prostu. I to jest super” – powiedziała.

Nie ukrywa przy tym, że w tej dziedzinie Dawid Kwiatkowski jest dla niej prawdziwym wzorem. Wokalistka obserwuje, jak potrafi angażować swoich fanów i skutecznie zachęcać ich do wspólnych działań. Sama przyznaje, że nie zawsze radzi sobie z tym równie dobrze.

„Dawid jest w tym mistrzem. Już mu wiele razy mówiłam, że ja po prostu się od niego uczę tego, że on tak potrafi za sobą tych ludzi pociągnąć, zebrać, powiedzieć ‘tu i tu’ i oni za nim idą. To jest niesamowite. Ja to jestem taka roztrzepana, zapomnę w ogóle (…) dać znać, że gdzieś jestem. Oni później piszą: ‘Czemu nie napisałaś? Byśmy przyszli’. A ja zapominam o tym. Dużo mnie ta współpraca nauczyła” – podsumowała Margaret.