Joanna Jabłczyńska wróciła wspomnieniami do „Nigdy w życiu!”. Jedno zdanie mamy zapamiętała na lata

Joanna Jabłczyńska wciąż przeżywa zamieszanie związane z kontynuacją „Nigdy w życiu!”. Aktorka nie pojawi się ponownie jako Tosia, choć przez długi czas miała nadzieję, że będzie mogła wrócić do jednej ze swoich najbardziej rozpoznawalnych ról. Ostatecznie większym wsparciem niż sama produkcja okazali się dla niej widzowie.

Po informacji o obsadzie kontynuacji do Jabłczyńskiej zaczęły napływać wiadomości od fanów. Ich liczba i przede wszystkim osobisty charakter bardzo ją poruszyły. Jak przyznała, reakcja publiczności była dla niej czymś wyjątkowym.

Aktorka nie ma przy tym zwyczaju patrzeć na siebie bezkrytycznie. Wręcz przeciwnie – jest wobec własnej pracy bardzo wymagająca. Szczególnie mocno widzi to podczas oglądania produkcji, w których brała udział.

„Jestem osobą, która bardzo rzadko jest z siebie zadowolona. Wiesz, na przykład zdubbingowałam tysiące pewnie produkcji różnych i wiesz, że jak ja oglądam jakąkolwiek produkcję ze mną, to zawsze, zawsze wydaje mi się, że mój głos odstaje. Że wszyscy pasują do postaci, a ten mój głos… Jestem bardzo krytyczna wobec siebie” – wyznała.

Tym bardziej zaskoczyło ją to, jak wiele ciepłych słów otrzymała po ujawnieniu decyzji dotyczącej obsady. Nie chodziło o kilka krótkich komentarzy. Jabłczyńska mówi wprost o tysiącach wiadomości, które ludzie wysłali jej prywatnie.

„Chodzi o naprawdę tysiące. Tysiące ludzi, którzy do mnie napisali tak długie wiadomości, tak chwytające za serce, że ja absolutnie tego nigdy nie zapomnę” – powiedziała.

To właśnie ta reakcja pozwoliła jej spojrzeć na całą sprawę z nieco innej perspektywy. Nie zmieniła jednak faktu, że sama aktorka bardzo chciała ponownie spotkać się z dawną ekipą na planie.

„Wolałabym, żeby tego nie było. Wolałabym wszystkim powiedzieć: ‘Słuchajcie, no mogę wreszcie powiedzieć, pozdrawiam was z planu ‘Nigdy w życiu!’ 20 lat później, jesteśmy naszą ekipą, świetnie będzie się z wami znowu zobaczyć przez wielki ekran’. No ale tak nie było” – podsumowała.

Jabłczyńska podczas rozmowy wróciła również do momentu, gdy „Nigdy w życiu!” było jeszcze tylko powieścią Katarzyny Grocholi. Nikt nie wiedział wtedy, że historia zostanie przeniesiona na ekran.

Co ciekawe, jej mama już wtedy widziała córkę w jednej z głównych ról. Czytając książkę, miała powiedzieć Joannie, że gdyby kiedyś powstał film, to właśnie ona powinna wcielić się w Tosię.

„Pamiętam, jak czytała ‘Nigdy w życiu!’, nikt jeszcze nie wiedział, że będzie film. Ona powiedziała: ‘Asia, gdyby kręcili kiedyś ‘Nigdy w życiu!’, to musiałabyś zagrać Tośkę’” – wspominała aktorka.

Dziś te słowa nabierają dla niej szczególnego znaczenia. Jabłczyńska przez lata była bowiem uczona, że w show-biznesie trzeba znać swoje miejsce, nie wychylać się i przyjmować decyzje innych bez głośnego sprzeciwu.

„Tak byłam uczona. Że trzeba być cicho, że trzeba być w szeregu, że trzeba dziękować za to w ogóle, co się dostało. I nawet jak plunięcie w twarz, to zacisnąć zęby i udawać, że nic się nie stało” – wyznała.

Tym razem postąpiła inaczej. Choć decyzja dotycząca jej udziału w kontynuacji mocno ją dotknęła, zdecydowała się powiedzieć o swoim rozczarowaniu otwarcie. Jednocześnie pokazała, że pamięć widzów o jej roli sprzed lat jest dla niej czymś znacznie ważniejszym, niż mogła się wcześniej spodziewać.