Anna Lewandowska ma dość życia w hotelu. W Chicago pojawił się problem, którego nikt się nie spodziewał

Przeprowadzka do Stanów Zjednoczonych miała być dla rodziny Lewandowskich początkiem nowego etapu. Robert Lewandowski wcześniej rozpoczął pracę w Chicago, a Anna przez pewien czas pozostawała jeszcze w Barcelonie, próbując dopiąć wszystkie sprawy i pożegnać się z miejscem, które przez lata stało się jej drugim domem. Ostatecznie także ona razem z dziećmi przeniosła się za ocean. Początkowy entuzjazm szybko jednak zderzył się z codziennością.

Anna od początku nie ukrywała, że rozstanie z Barceloną było dla niej trudne. To właśnie tam zdążyła stworzyć swoją codzienność, zawodowe zaplecze i rodzinne życie. Sama przyznawała, że perspektywa kolejnej przeprowadzki wywołuje w niej sporo emocji.

„Ostatnie tygodnie to dla mnie rollercoaster skrajnych emocji. Barcelona stała się moim domem. Moim bezpiecznym miejscem, które pokochałam całym sercem. Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża” – pisała wcześniej Anna.

Robert nie mógł czekać, dlatego jako pierwszy pojawił się w Chicago. Anna została jeszcze w Hiszpanii, by uporządkować najważniejsze sprawy. Kiedy w końcu dołączyła do męża, w mediach społecznościowych zaczęła pokazywać również bardziej pogodną stronę nowego życia. Pojawiły się zdjęcia z miasta, a także wizyta na stadionie, gdzie mogła kibicować Robertowi.

Nie oznaczało to jednak, że wszystkie obawy zniknęły. Wręcz przeciwnie. Szybko okazało się, że rodzina wciąż nie ma własnego miejsca do życia.

Anna przyznała fanom, że na razie jej rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż wcześniej. Zamiast własnego biura i domu musi organizować sobie pracę w przestrzeniach tymczasowych.

„Biura jeszcze nie mam, więc pracuję w pobliskich knajpkach, pijąc kawę, albo w takich otwartych biurach, co jest popularne w Stanach. Tak naprawdę jeszcze nawet domu nie mam” – zdradziła.

Do tego dochodzą obowiązki związane z dziećmi oraz częsta nieobecność Roberta. Według informacji przekazanych przez informatora problemem jest przede wszystkim znalezienie nieruchomości, która odpowiadałaby wymaganiom rodziny.

W Barcelonie Lewandowscy mieli komfortowy dom z basenem, położony niedaleko plaży i jednocześnie w dogodnej odległości od centrum. W Chicago znalezienie podobnego miejsca okazuje się znacznie trudniejsze.

„Anna i Robert wciąż nie znaleźli swojego wymarzonego domu w Chicago. Nie są z tego powodu zadowoleni, bo wciąż muszą mieszkać w hotelu. Okazało się, że amerykański rynek nieruchomości nie jest tak prosty, jak mogłoby się wydawać. W Hiszpanii mieli piękny dom z basenem, blisko plaży i w bliskiej odległości od centrum miasta. W Chicago ciężko znaleźć im podobną nieruchomość” – przekazano.

Hotelowe życie to jednak niejedyny kłopot. Zmieniła się także organizacja pracy Roberta. W Stanach odległości między kolejnymi spotkaniami są większe, a piłkarz dużo podróżuje, przez co spędza poza domem więcej czasu.

„Anna sporo czasu spędza sama z dziećmi w hotelu. Gdy Robert pracował w Hiszpanii, częściej bywał w domu. W Stanach Zjednoczonych odległości pomiędzy kolejnymi spotkaniami są większe, a Robert sporo lata. Anna nie jest z tego powodu zbyt zadowolona” – przekazał informator.

Wygląda więc na to, że przeprowadzka za ocean nie przebiega tak gładko, jak mogły sugerować pierwsze zdjęcia z Chicago. Lewandowscy nadal szukają odpowiedniego domu, a Anna musi jednocześnie odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości i częściej radzić sobie z codziennymi obowiązkami bez obecności męża. Na razie pozostaje im czekać, aż uda się znaleźć miejsce, które choć trochę przypomni im komfort życia, do którego przyzwyczaili się w Hiszpanii.