Michał Wiśniewski w żałobie. Po 18 latach stracił ukochanego Gucia

Michał Wiśniewski podzielił się z fanami wyjątkowo bolesną wiadomością. Wokalista pożegnał swojego ukochanego kota Gucia, który był częścią jego życia przez niemal 18 lat. W osobistym wpisie przyznał, że relacja z pupilem zmieniła jego podejście do kotów i pozostawiła po sobie ogromną pustkę.

„Dziś odszedł. Dziękuję Ci, Stary. Udowodniłeś mi, że można pokochać wbrew sobie. Żegnaj, Gucio” — napisał artysta.

Historia zwierzęcia jest szczególna. Kota znalazła i uratowała córka Wiśniewskiego, Etienette. Początkowo wokalista nie był zachwycony pomysłem opieki nad kotem. Wręcz przeciwnie — sam przyznawał, że nigdy specjalnie za nimi nie przepadał.

Problemem była także alergia na kocią sierść. Mimo tego Gucio na dobre zagościł w jego domu i przez kolejne lata stał się kimś znacznie ważniejszym niż tylko domowym pupilem.

„Nigdy nie przepadałem za kotami. Do tego jestem na nie uczulony. Los najwyraźniej uznał, że to idealny scenariusz na dowcip – i podrzucił mi kota na prawie 18 lat” — wspominał Wiśniewski.

Jak się okazuje, początkowo to jego mama zajęła się kotem. Z czasem jednak Gucio zdobył serce samego muzyka. Wiśniewski nie ukrywał, że pomimo alergii i wcześniejszego dystansu do kotów, przywiązał się do zwierzęcia bardzo mocno.

„Alergia alergią, ale Gucio miał w sobie coś, przez co nie dało się go nie kochać. Nawet jak się „nie przepada za kotami”” — napisał.

Pożegnanie pokazuje, jak ważne miejsce zwierzę zajmowało w jego życiu. Osiemnaście lat to dla Wiśniewskiego nie tylko długa historia wspólnego mieszkania, ale również mnóstwo codziennych chwil, do których teraz będzie wracał.

Prywatnie ostatni czas również nie należy dla wokalisty do najłatwiejszych. Niedawno informował o rozstaniu z Polą Wiśniewską, a później zaskoczył fanów wiadomością o powrocie do Mandaryny, swojej drugiej żony.

W zawodowym życiu sytuacja wygląda znacznie spokojniej. Wiśniewski nadal jest aktywny na scenie, a jego terminarz koncertowy pozostaje wypełniony. Tym razem jednak to nie sprawy zawodowe skłoniły go do odezwania się do fanów.

Artysta chciał przede wszystkim pożegnać przyjaciela, który towarzyszył mu przez niemal dwie dekady. Dla kogoś, kto początkowo wcale nie chciał mieć kota, więź z Guciem okazała się wyjątkowo silna.