Kinga Rusin przerwała milczenie. Rodzina dała się nabrać na zdjęcia z Warszawy

Kinga Rusin kolejny raz pokazała, że jej życie wygląda zupełnie inaczej, niż mogły sugerować zdjęcia krążące w sieci. Tym razem zamieszanie zaczęło się od fotografii paparazzi, które jej bliscy potraktowali jako dowód na to, że celebrytka pojawiła się w Warszawie.

Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Rusin przebywa obecnie poza Polską i szybko postanowiła rozwiać wszelkie wątpliwości. W swoim wpisie z przymrużeniem oka nazwała go nawet „oświadczeniem”.

Okazało się, że rodzina i znajomi zobaczyli w internecie zdjęcia, na których Rusin miała spieszyć się do pralni w Warszawie. Problem w tym, że fotografie wcale nie pochodziły z obecnego okresu. Zostały wykonane w czerwcu.

Bliscy zdążyli jednak wyciągnąć własne wnioski. Rusin przyznała, że znajomi byli na nią źli, ponieważ nie pojawiała się na ważnych dla nich uroczystościach, a jednocześnie mieli sądzić, że przebywa w Warszawie.

„Uwaga OŚWIADCZENIE: zaprzeczam doniesieniom jakobym była obecnie w Polsce!” — zaczęła swój wpis.

Następnie wyjaśniła, skąd całe zamieszanie. „Znajomi obrażeni na śmierć, bo nie uczestniczymy w ważnych dla nich uroczystościach, a „jeździmy do pralni w Warszawie”. Chyba ktoś robi sobie po prostu ja… żarty. Podobno są na portalach zdjęcia (nieważne, że z czerwca). Mama pisze, że gdyby wiedziała, to by coś ugotowała na powitanie” — napisała.

Na tym jednak wpis Rusin się nie skończył. Celebrytka zdradziła, gdzie faktycznie znajduje się razem z Markiem Kujawą. Para przebywa w Malezji, gdzie zamiast ograniczać się do podziwiania egzotycznych widoków, postanowiła zająć się problemem, który mocno ją poruszył.

Chodzi o śmieci zalegające w okolicy rajskiej wyspy. Rusin nie ukrywała, że widok plastikowych butelek i innych odpadów mocno ją zasmucił. Wraz z Markiem zabrali się więc za sprzątanie.

„A ja obecnie sprzątam z plastikowych butelek rajską wysepkę w Malezji. Wyczyściłam tę plażę, którą widać na zdjęciach. Zebrałam śmieci do worka. Korona mi z głowy nie spadła” — relacjonowała.

Efekt okazał się jednak daleki od satysfakcjonującego. Rusin przyznała, że niemal natychmiast na miejsce przypłynęły kolejne odpady. Wśród nich znalazły się nie tylko butelki i worki, ale również plecak szkolny, klapki oraz opony.

Celebrytka mogła oczywiście pokazać wyłącznie piękne kadry i pozostawić odbiorców z wrażeniem, że przebywa w prawdziwym raju. Zdecydowała się jednak na zupełnie inną narrację.

„Mogłabym po prostu opublikować te fotki z hashtagiem #paradise, nic więcej nie mówić i cieszyć się z Waszych zachwytów. Ale ja „nie umiem w pudrowanie” rzeczywistości. Przepraszam” — zaznaczyła.

Na koniec Rusin nie kryła już rozczarowania. Zwróciła uwagę na ogromny problem związany z odpadami i przyznała, że skala zjawiska jest dla niej przytłaczająca.

„Świat tonie w śmieciach i najgorzej, że nie ma pomysłu co z tym robić. W tej części Azji o recyklingu czy utylizacji nikt nie słyszał. Najłatwiej pozbyć się problemu wrzucając go do wody. Jest to straszne, przeraża mnie, a skala czyni bezradną” — podsumowała.

Tak więc choć zdjęcia z Warszawy wywołały zamieszanie wśród jej bliskich, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Rusin zamiast spacerować po stolicy, spędza czas w Malezji i angażuje się w sprzątanie tamtejszej plaży.