Andrzej Piaseczny od lat utrzymuje mocną pozycję na polskiej scenie i wciąż może liczyć na wierną publiczność. Choć dziś wydaje mniej premierowych utworów niż kiedyś, jego kalendarz nadal jest wypełniony koncertami i występami.
Mimo ogromnego doświadczenia artysta coraz częściej myśli o tym, jak inaczej ułożyć swoje życie zawodowe.
W jednej z ostatnich rozmów otwarcie przyznał, że nie wyobraża sobie grania w nieskończoność w tym samym tempie. Scena nadal daje mu satysfakcję, ale coraz mocniej docenia czas poza nią.
W trakcie rozmowy pojawił się również temat młodszego pokolenia artystów i spektakularnych tras koncertowych. Wbrew temu, czego można by się spodziewać, Piaseczny nie mówił o popularności ani wielkich widowiskach.

Padły nazwiska Dawida Podsiadły i Sanah, którzy od lat gromadzą publiczność na największych koncertach w kraju.
Artysta przyznał jednak, że nie chodzi o rozmach wydarzeń.
Jak sam wyjaśnił, najbardziej zazdrości im możliwości innego zarządzania własnym czasem.
„Chciałbym mieć więcej czasu dla siebie. To nie znaczy, że mniej koncertować, ale przeorganizować ten czas. Kiedyś mnie zapytałeś, czy nie zazdroszczę Dawidowi Podsiadle czy Sanah wielkich stadionów. Wiesz, czego zazdroszczę? Czasu. Tego, że grają cztery stadiony czy 10 stadionów, a ja gram 150 domów kultury”.

Piaseczny podkreślił jednocześnie, że nie odbiera swoich koncertów jako problemu. Wręcz przeciwnie — nadal cieszy go kontakt z publicznością i fakt, że ludzie wciąż kupują bilety na jego występy.
Zwrócił jednak uwagę, że po latach zmieniają się oczekiwania wobec artystów z jego pokolenia.

Jak zauważył, publiczność często przychodzi przede wszystkim po znane przeboje i wspomnienia, a przestrzeni na nowe utwory jest coraz mniej. Dodał też, że dziś artyści z wieloletnim dorobkiem nie mają już tak łatwej drogi do obecności w radiu i najczęściej pojawiają się przy dużych wydarzeniach muzycznych.
Mimo tego nie brzmi jak ktoś rozczarowany. Raczej jak artysta, który po latach coraz bardziej ceni nie kolejne rekordy, ale zwykły czas dla siebie.