Magdalena Modra i Marek Krupski przez wiele lat tworzyli małżeństwo, które wydawało się trwałe. Para pobrała się w 2007 roku i wspólnie wychowywała dwie córki, Mię i Leę. Z czasem ich drogi zaczęły jednak prowadzić w różne strony. Po pierwszej rozprawie rozwodowej Modra postanowiła opowiedzieć o tym, co doprowadziło ich do zakończenia związku.
Pierwsza rozprawa rozwodowa Magdaleny Modry i Marka Krupskiego
Magdalena Modra i Marek Krupski przez lata starali się chronić swoje życie rodzinne przed nadmiernym zainteresowaniem. Ich małżeństwo rozpoczęło się w 2007 roku, a owocem związku są dwie córki – Mia i Lea.

W środę, 30 września, byli małżonkowie spotkali się jednak w zupełnie innych okolicznościach. Oboje pojawili się w warszawskim sądzie na pierwszej rozprawie rozwodowej. Przed budynkiem czekali przedstawiciele mediów, zainteresowani przebiegiem postępowania.
Po wyjściu z sądu Magdalena Modra zdecydowała się szerzej opowiedzieć o swoim życiu i powodach, dla których wraz z Markiem Krupskim podjęli decyzję o rozstaniu.
Magdalena Modra o powodach rozstania
W programie „Dzień Dobry TVN” była żona Marka Krupskiego przyznała, że zakończenie małżeństwa nie było decyzją podjętą z dnia na dzień. Jak wynika z jej słów, oboje przez długi czas próbowali znaleźć sposób, aby uratować rodzinę.

Modra podkreśliła, że kiedyś wyobrażała sobie swoje życie zupełnie inaczej. Rodzina była dla niej niezwykle ważna, dlatego myśl o rozwodzie przez długi czas nie była czymś, co brała pod uwagę.
„Powiem szczerze, że nigdy tego nie planowałam. Nie jesteśmy w stanie założyć wszystkiego, co nam los przyniesie. Przez całe życie wychodziłam z założenia, że dla mnie pełnowartościowa, nazwijmy to, rodzina, czyli mama, tata i dzieci, to jest najważniejsza rzecz na świecie. Jednak okazuje się, że przychodzi taki moment, kiedy tak naprawdę zaczynamy żyć czyimś życiem, a nie swoim” – powiedziała.
Jak zaznaczyła, rozstanie było bolesnym doświadczeniem, ale jednocześnie przyniosło jej wyraźną ulgę. Modra nie ukrywała, że zanim doszło do rozwodu, ona i Krupski przez długi czas podejmowali próby utrzymania małżeństwa.

„Każdy rozwód oczywiście niesie za sobą ogromny stres. Ogromne straty dla całej rodziny. Jeżeli przychodzi ten moment taki, że coś trzeba zmienić w życiu, to on jest taką ulgą. Ja z rozwodu wyszłam bardzo szczęśliwa, ale dlatego, że ja to też przetrawiłam. Od dwóch lat próbowaliśmy, robiliśmy wiele rzeczy, żeby zostać i utrzymać rodzinę w całości, ale nie udało się. I dzisiaj jestem cholernie szczęśliwa z tego powodu, że nie męczę się, że nie niesiemy. To nie jest pogrzeb” – stwierdziła.
Jej wypowiedź jasno pokazuje, że rozwód był dla niej zakończeniem długiego i trudnego procesu. Modra zaznaczyła przy tym, że w ich przypadku nie chodziło o pojawienie się innej osoby.
„Rozeszliśmy się”

Magdalena Modra zwróciła uwagę, że historia jej i Marka Krupskiego wygląda inaczej niż sytuacje, w których rozpad związku jest związany z nowym partnerem jednej ze stron. W ich przypadku nie było osoby trzeciej.
„To jest zupełnie, zupełnie inna sytuacja. I trudniejsza, i łatwiejsza, bo w ogóle nie ma tej trzeciej osoby ani w życiu mojego męża, ani w moim. Z jednej strony jest łatwiej, bo i on, i ja mamy jakieś oparcie. W zasadzie niewiele się stało, ale tak naprawdę każdego dnia dojrzewamy i po jakimś czasie – dwa, trzy lata temu miałam wrażenie, że jedna osoba idzie w jedną stronę, druga w drugą – tak naprawdę się rozeszliśmy.”
Modra podkreśliła również, że ich relacja zmieniała się wraz z upływem czasu. Kiedy się poznali, oboje byli bardzo młodzi i mieli podobne plany. Z biegiem lat ich drogi zaczęły jednak coraz bardziej się rozchodzić.

„Jak się poznaliśmy, mieliśmy dwadzieścia parę lat. Byliśmy młodzi. Szliśmy tą samą ścieżką, szliśmy tą samą drogą. Dzisiaj po prostu się rozeszliśmy. Więc te różnego rodzaju komentarze à propos tego, że ktoś ma, to na pewno ona ma, skoro się cieszy. To tak nie jest.”
Choć małżeństwo Magdaleny Modry i Marka Krupskiego dobiegło końca, oboje nadal pozostają rodzicami swoich dwóch córek. Rozwód zamyka więc jeden etap ich wspólnego życia, ale nie kończy rodzinnej więzi, która przez lata ich łączyła.