Od tragicznego wypadku, który na zawsze odmienił życie Moniki Kuszyńskiej, minęło już 20 lat. Choć od tamtej chwili wokalistka porusza się na wózku, nie zrezygnowała ani z marzeń, ani z aktywności zawodowej. Dziś otwarcie przyznaje, że poza rodziną i muzyką ma jeszcze jeden cel, który jest dla niej wyjątkowo ważny.
Po wypadku była wokalistka Varius Manx zrobiła wszystko, by odzyskać sprawność. Korzystała z różnych metod leczenia i rehabilitacji, nie tracąc nadziei, że jeszcze kiedyś stanie na nogi. Mimo że kolejne próby nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, nie pozwoliła, by to zatrzymało jej życie.

Z czasem doszła do wniosku, że nie chce odkładać swoich planów na nieokreśloną przyszłość. Jak podkreślała, warto czerpać z życia to, co jest możliwe tu i teraz.
Jeszcze przed wypadkiem poznała saksofonistę Jakuba Raczyńskiego. Początkowo łączyła ich przyjaźń, która z czasem przerodziła się w miłość. To właśnie on zachęcił ją do powrotu na scenę i ponownego zajęcia się muzyką.

Para pobrała się 30 lipca 2011 roku. Kilka lat później Monika spełniła kolejne wielkie marzenie, zostając mamą. Najpierw na świat przyszedł ich syn, a niespełna dwa lata później rodzina powiększyła się o córkę.
Choć wiele z życiowych planów udało jej się zrealizować, wokalistka podkreśla, że wciąż ma przed sobą ważną misję. Podczas tegorocznego Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, organizowanego przez Annę Dymną, opowiedziała o tym, dlaczego jej obecność na scenie ma dla niej szczególne znaczenie.

Jak zaznaczyła, osoby z niepełnosprawnościami wciąż bardzo rzadko pojawiają się w mediach i na scenie. Dlatego uważa, że każda taka obecność pomaga przełamywać stereotypy i zmieniać sposób postrzegania przez społeczeństwo.
„Osób niepełnosprawnych w mediach jest bardzo mało, na scenie jeszcze mniej, jak nie wcale. Więc jeśli ja mam szansę na niej być, to niejako przy okazji przełamuję pewne stereotypy. Wpływam na świadomość społeczeństwa. To jest bardzo ważna rola” – powiedziała wokalistka.