Wiśniewski nie wytrzymał przed kolejnym odcinkiem „Tańca z gwiazdami”. Zdradził, czego najbardziej mu brakuje

Michał Wiśniewski od początku udziału Mandaryny w „Tańcu z gwiazdami” mocno trzyma za nią kciuki. Regularnie publikuje w sieci wpisy dotyczące jej występów, a jego zaangażowanie stało się już niemal tradycją. Tym razem jednak, tuż przed kolejnym odcinkiem programu, wokalista pokazał także drugą stronę całej sytuacji.

Mandaryna i Michał ponownie są blisko siebie, a jej udział w tanecznym show sprawił, że ich kontakt stał się jeszcze częstszy. Marta sama opowiadała, że po każdym odcinku jedno z nich dzwoni do drugiego, żeby porozmawiać o tym, co właśnie wydarzyło się na parkiecie. Jak podkreślała, ich wzajemne wsparcie jest dla nich czymś zupełnie naturalnym.

Michał również mocno przeżywa każdy występ byłej żony. W jednym z najnowszych wpisów zwrócił uwagę na to, jak wiele pracy kosztuje przygotowanie zaledwie półtoraminutowego tańca. Nie chodzi jego zdaniem wyłącznie o wysiłek fizyczny. Równie ważne są koncentracja, stres i ogromne emocje.

„Minuta trzydzieści. Tyle trwa taniec. Niby nic – ja w półtorej minuty zdążę najwyżej zapomnieć, po co wszedłem do kuchni. Ale wiem, ile kosztuje ta minuta trzydzieści. Godziny na sali, (…) zakwasy w mięśniach, o których istnieniu człowiek nie miał pojęcia. Bo tam nie tańczą tylko nogi i ciało. Przede wszystkim tańczy głowa” – napisał Wiśniewski pod fotografią Mandaryny i Krystiana Rzymkiewicza.

Cieszy się z jej sukcesów, ale sam bardzo to odczuwa

Wokalista oczywiście chciałby, aby Marta zaszła w programie jak najdalej. Jest jednak pewien problem. Im dłużej trwa jej przygoda z „Tańcem z gwiazdami”, tym mniej czasu mają dla siebie.

Wiśniewski przyznał to bez ogródek. W swoim wpisie opisał nawet, że odlicza dni do zakończenia tanecznej przygody Mandaryny. Nie wie jeszcze, jak długo będzie musiał czekać.

„Życzę Ci, Kochanie, żebyś dotańczyła jak najdalej. Z całego serca. No… prawie z całego. Bo jest druga strona medalu: widzimy się rzadziej niż kiedykolwiek. Więc (…) stawiam kreski na ścianie. Cztery pionowe, piąta na ukos. Odliczam i skreślam. Ile ich jeszcze będzie? Nie wiem. Ale strasznie mi pomaga świadomość, że kiedyś postawię tę ostatnią” – wyznał.

Sam zauważył, że znalazł się w dość nietypowej sytuacji. Z jednej strony chciałby oglądać Martę w kolejnych odcinkach, a z drugiej zwyczajnie za nią tęskni. Jego rozum podpowiada mu, by kibicować jej aż do finału, podczas gdy emocje chciałyby jak najszybciej odzyskać wspólny czas.

„I tu mam problem. Rozum mówi: najfajniej byłoby postawić ją jak najpóźniej. Najlepiej po finale, kiedy wrócisz z Kryształową Kulą pod pachą. A serducho? Serducho mówi co innego. Tęskni i najchętniej dorysowałoby resztę jednym ruchem. Dlatego głosujcie. Niech wygra rozum – serducho poczeka. Ściana jest duża” – zwrócił się do obserwatorów.

Na zakończenie skierował kilka słów bezpośrednio do Mandaryny. „Ty tańcz. Ja tu sobie posiedzę” – napisał.

Wiśniewski pojawił się w studiu „Tańca z gwiazdami”

Ostatecznie Michał nie ograniczył się tylko do kibicowania z daleka. W minioną niedzielę po raz pierwszy w tej edycji pojawił się w studiu programu. Wieczór miał dla całej rodziny szczególne znaczenie.

Wokalista wystąpił razem z Etiennette, córką z małżeństwa z Anną Świątczak. Wspólnie zaśpiewali podczas występu Marty i ich syna Xaviera. Był to wyjątkowy moment, który połączył na parkiecie kilka bliskich im osób.

Sam występ zakończył się ogromnym sukcesem. Mandaryna i Xavier otrzymali maksymalną notę, czyli 40 punktów. Było to jednocześnie pierwsze 40 punktów przyznane w obecnej edycji programu.