Anna Lewandowska nie spodziewała się, że zwykła odpowiedź na komentarz jednej z fanek wywoła taką reakcję w sieci. Wystarczyły dosłownie dwa słowa, by w internecie zaczęły krążyć spekulacje dotyczące jej męża i jego sportowej przyszłości.
Całe zamieszanie zaczęło się niewinnie. Jedna z obserwatorek zapytała trenerkę, czy planuje prowadzić swoje zajęcia również w Turcji. Lewandowska bez zastanowienia odpowiedziała krótko i konkretnie: „Będzie Turcja”. Ten krótki wpis natychmiast został podchwycony przez internautów.

W sieci szybko pojawiły się interpretacje, że może chodzić nie tylko o jej działalność sportową, ale również o potencjalne zmiany w karierze Roberta Lewandowskiego. Fani zaczęli łączyć kropki i snuć scenariusze o możliwym transferze do tureckiej ligi. W dyskusjach przewijały się nazwy znanych klubów, które od lat budzą emocje wśród kibiców.

Napięcie w komentarzach rosło z każdą godziną, a temat zaczął żyć własnym życiem. Wiele osób było przekonanych, że padła nieoficjalna zapowiedź dużych zmian w piłkarskiej przyszłości zawodnika.
Sytuacja wymknęła się na tyle spod kontroli, że Anna Lewandowska postanowiła zabrać głos ponownie i wszystko wyjaśnić. Na swoim profilu w mediach społecznościowych uspokoiła fanów i jasno wskazała, że nie chodzi o żaden transfer ani sportowe decyzje jej męża.
Jak podkreśliła, jej słowa dotyczyły wyłącznie projektu sportowego, który planuje zorganizować w Turcji w ramach Camp by Ann, w hotelu Regnum, zaplanowanego na październik. Zaznaczyła również, że zapisy na wydarzenie ruszą wkrótce.
Na koniec odniosła się z dystansem do całej sytuacji, przyznając, że internet potrafi błyskawicznie nadawać zwykłym słowom zupełnie nowe znaczenie i tworzyć wokół nich ogromne historie.