Marta Wierzbicka ujawniła kulisy życia po ślubie. Jedna decyzja wciąż daje jej się we znaki

Marta Wierzbicka-Sokolik ponad rok temu rozpoczęła nowy etap życia u boku Jana Sokolika. Choć aktorka przez długi czas nie planowała formalizować swojego związku, ostatecznie zdecydowała się na ślub. Dziś przyznaje jednak, że jedna z decyzji podjętych po ceremonii okazała się znacznie trudniejsza, niż początkowo zakładała.

Gwiazda „Na Wspólnej” jeszcze niedawno przekonywała, że nie spieszy jej się do ślubu. Razem z Janem Sokolikiem tworzyła udaną relację bez oficjalnych deklaracji i nic nie wskazywało na to, że wkrótce zdecydują się na tak duży krok.

Wszystko zmieniło się w połowie 2025 roku. Aktorka i jej wieloletni partner postanowili się pobrać, a Marta przyjęła nazwisko męża. Początkowo miała jednak zupełnie inny plan.

Marta Wierzbicka-Sokolik chciała bowiem całkowicie pożegnać się z nazwiskiem, które towarzyszyło jej przez lata kariery. Szybko okazało się jednak, że nie jest to takie łatwe, szczególnie gdy nazwisko stało się częścią jej rozpoznawalności zawodowej.

Aktorka ostatecznie zdecydowała się zachować oba człony. Jak przyznała, wpływ na tę decyzję miała przede wszystkim jej obecność w mediach oraz fakt, że widzowie od wielu lat kojarzą ją właśnie jako Martę Wierzbicką.

„Ja bardzo chciałam przejąć całkowicie nazwisko męża, ale ze względu na to, że tyle lat funkcjonuję w mediach jako Marta Wierzbicka, to wydaje mi się, że potrzebowałoby to dość sporo czasu, żeby ludzie się przyzwyczaili, że nazywam się Sokolik” – wyjaśniła.

Okazuje się jednak, że nawet dwuczłonowe nazwisko nie zakończyło wszystkich problemów. Aktorka zdradziła, że nadal musi zwracać uwagę na to, jak jest podpisywana przy kolejnych projektach.

„Teraz i tak jest nadal ciężko, bo ja cały czas muszę przypominać o tym, że mam dwuczłonowe nazwisko. W każdej produkcji, gdzie jestem podpisywana na belce, zawsze pilnuję, żeby było „Marta Wierzbicka-Sokolik”” – powiedziała.

Wierzbicka-Sokolik nie ukrywa, że jej wybór był przede wszystkim praktyczny. Chodziło o to, by nie zaczynać od początku budowania rozpoznawalności i nie sprawiać, że odbiorcy będą musieli przyzwyczajać się do zupełnie nowego nazwiska.

„Po prostu z takiego pragmatyzmu, że nie chciałabym na nowo ludzi uczyć, jak się nazywam” – podsumowała aktorka.

Dla Marty ślub oznaczał więc nie tylko prywatną zmianę, ale również konieczność znalezienia rozwiązania, które połączy życie rodzinne z wieloletnią karierą w show-biznesie.