Spór wokół kontynuacji „Nigdy w życiu!” wciąż nie schodzi z pierwszych stron. Joanna Jabłczyńska poinformowała, że nie pojawi się w roli Tosi w filmie „Właśnie że tak”, a od tamtej pory wokół produkcji narosło sporo emocji. Do dyskusji włączyły się kolejne osoby ze świata show-biznesu, choć większość z nich unikała jednoznacznego opowiadania się po którejkolwiek ze stron.
Inaczej zachowali się Agnieszka Kaczorowska i Marcin Rogacewicz. Para otwarcie wsparła Jabłczyńską, publikując w mediach społecznościowych nagranie z wymownym żartem. W scence rozgrywającej się w sklepie deklarują, że „nigdy w życiu” nie kupią grochu, za to wybiorą jabłka. Było to nawiązanie do nazwisk Katarzyny Grocholi i Joanny Jabłczyńskiej.

Kaczorowska nie ukrywała również, że imponuje jej postawa Jabłczyńskiej. Pod publikacją wspomniała o kobietach z branży, które mają odwagę mówić głośno o tym, co uważają za prawdę.
Teraz aktorka i tancerka wyjaśniła, dlaczego postanowiła zaangażować się w tę sprawę. W rozmowie z Jastrząb Post przyznała, że w środowisku aktorskim sytuacje, w których ktoś otrzymuje obiecaną rolę, a później zostaje zastąpiony przez inną osobę, wcale nie należą do rzadkości.
Kaczorowska zaznaczyła, że sama mogłaby opowiedzieć o podobnych doświadczeniach, jednak nie uważa, by było to potrzebne. W przypadku Jabłczyńskiej chciała po prostu okazać wsparcie.
Co ciekawe, tancerka jasno zaznaczyła, że nie łączy jej z Jabłczyńską szczególnie bliska przyjaźń. Obie się lubią, ale ich relacja nie jest zażyła.

„Nasze wsparcie było dla nas oczywiste, choć nie jesteśmy jakoś zaprzyjaźnieni z Joasią. Lubimy się oczywiście, ale to nie jest jakaś tam bardzo bliska relacja. Natomiast oczywisty był komentarz” – wyjaśniła.
Kaczorowska została również zapytana o możliwe konsekwencje tak zdecydowanego stanowiska. W branży aktorskiej opinie na temat konfliktów mogą przecież wpływać na przyszłe zawodowe możliwości. Sama zainteresowana nie ukrywa, że zna ten mechanizm z własnego doświadczenia.
Jak przyznała, zdarzało się jej przeżywać sytuacje, w których osoby znające prawdę nie zabierały głosu, ponieważ bały się konsekwencji. Jej zdaniem taki strach jest w środowisku czymś dobrze znanym.

Tancerka podkreśliła jednak, że nie zamierza z tego powodu milczeć. Wręcz przeciwnie – ceni osoby, które mają odwagę mówić otwarcie i postępować zgodnie ze swoim sumieniem.
Kaczorowska zwróciła przy tym uwagę, że szczerość nie zawsze jest wygodna. Nawet kiedy ktoś mówi prawdę, może się zdarzyć, że jego słowa zostaną później przedstawione w zupełnie inny sposób.
Na koniec podkreśliła, że dla niej najważniejsze pozostaje własne sumienie i spokój. Liczy się przede wszystkim to, czy człowiek może wieczorem położyć się spać z przekonaniem, że nie zrobił niczego złego i postępował uczciwie.

W ten sposób Kaczorowska jasno pokazała, że poparcie dla Jabłczyńskiej nie wynika z bliskiej znajomości. Chodziło jej przede wszystkim o samą zasadę i o to, by w sytuacji, w której ktoś zdecydował się mówić otwarcie, nie pozostać obojętną.