Edyta Golec wróciła do początków zespołu. Wytwórnia powiedziała „nie”, więc rodzina wkroczyła do akcji

Dziś Golec uOrkiestra jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów w Polsce. Zanim jednak ich piosenki zaczęły podbijać ogólnopolską scenę, muzycy musieli zmierzyć się z odmową i zacząć niemal od podstaw. Edyta Golec po latach opowiedziała, jak wyglądała droga zespołu do sukcesu i jak ogromne znaczenie miało wtedy wsparcie najbliższych.

Początki grupy nie miały wiele wspólnego z wielkim światem show-biznesu. Łukasz i Paweł Golec mieli już wprawdzie doświadczenie muzyczne, ponieważ pracowali jako muzycy sesyjni i występowali u boku wielu znanych polskich artystów. Wiedzieli więc, jak wygląda branża i jak można próbować przebić się ze swoim materiałem.

W pewnym momencie postanowili sprawdzić, czy zainteresuje się nimi jedna z wytwórni fonograficznych. Przygotowali trzy demówki i ruszyli z nimi na spotkanie. Entuzjazmu jednak nie było. Wytwórnia nie zdecydowała się na współpracę.

Dla zespołu nie oznaczało to jednak końca planów. Edyta Golec wspominała, że muzycy zamiast się poddać, postanowili działać na własną rękę.

„Zabraliśmy trzy demówki i poszliśmy do wytwórni fonograficznej, ale niestety nie była zainteresowana. Ale to wiesz, jak działa: jak nie tu, to tu. Jak wy nie chcecie, to my sobie sami wydamy” – wspominała Edyta Golec.

I właśnie wtedy zaczęło się coś, co z czasem miało okazać się bardzo ważnym krokiem. Muzycy stworzyli własną firmę fonograficzną Golec Fabryka. To właśnie pod jej szyldem do dziś ukazują się ich płyty.

Zanim jednak Golec uOrkiestra stała się zespołem znanym w całym kraju, najważniejsza była reakcja lokalnej publiczności. Muzycy pojawiali się na festynach w rodzinnych stronach braci Golec, a ich występy szybko zaczęły przyciągać uwagę mieszkańców.

Edyta Golec przyznaje, że właśnie ten odbiór dał im dodatkową motywację. Gdyby ludzie nie reagowali tak entuzjastycznie, dalsza walka o sukces mogła wyglądać zupełnie inaczej.

„To się tak spodobało ludziom, że pewnie, gdyby nie było takiego odbioru, może byśmy w to nie szli. Tak się zaczyna. Gra się gdzieś na małym, ktoś gdzieś kogoś załapie i idzie to dalej” – opowiadała.

Pierwsze wydania płyt zespołu również nie powstawały w warunkach przypominających profesjonalną fabrykę. Nakład trafił do Milówki, gdzie trzeba było przygotować każdy egzemplarz własnymi rękami. Płyty umieszczano w pudełkach, a oprócz nich przygotowywano także kasety, które w tamtym czasie cieszyły się ogromną popularnością.

W przedsięwzięcie zaangażowali się bliscy muzyków. Praca odbywała się nawet przy rodzinnym stole. Każdy miał swoje zadanie, a później gotowe nagrania trzeba było jeszcze sprzedać.

Edyta Golec dokładnie pamięta, jak wyglądało to od kuchni. Wspominała, że pomagały między innymi babcie, a teściowa zajmowała się sprzedażą płyt na rynku w Milówce.

„Babcia Helenka, czyli mojego męża babcia, babcia Irena, wszyscy przy stole składali te pudełka, a teściowa na rynku w Milówce sprzedawała” – opowiadała.

Tak wyglądał początek drogi, która z czasem doprowadziła Golec uOrkiestra do ogólnopolskiej popularności. Zamiast dużej wytwórni na starcie była odmowa, własna firma, lokalne festyny i rodzina, która dosłownie pomagała przygotowywać oraz sprzedawać pierwsze płyty.