Przerwał milczenie dopiero po premierze. „Kurdech-Szatan” nie ukrywa tego, co mu zrobił

Barbara Kurdej-Szatan przyzwyczaiła swoich fanów do tego, że rzadko stoi w miejscu. Kolejne projekty, nowe role i nieustanna obecność w mediach sprawiają, że z boku wszystko może wyglądać jak dobrze zaplanowany rytm. Tym razem jednak sama przyznała, że ostatnie tygodnie okazały się dla niej zupełnie innym doświadczeniem niż wszystko, czego wcześniej próbowała.

Aktorka od lat łączy kilka zawodowych światów. Gra na scenie i przed kamerą, prowadzi wydarzenia i pozostaje aktywna w mediach społecznościowych. Ostatnio postanowiła jednak wejść w rolę, której wcześniej nie znała od środka.

Kilka dni temu razem z siostrą Katarzyną Kurdej pokazała widzom wspólny spektakl „Ina. Wolisz, kiedy się śmieję”. Przedstawienie opowiada historię Iny Benity — tajemniczej aktorki z lat 30. Premiera wzbudziła emocje, a sama Barbara chętnie dzieliła się kulisami przygotowań i momentami już po zejściu ze sceny.

Dopiero po wszystkim przyznała jednak, że za tym projektem kryło się znacznie więcej niż samo granie.

Jak wyznała, po raz pierwszy weszła także w rolę producentki teatralnej i właśnie wtedy zrozumiała, ile pracy odbywa się poza światłami reflektorów.

Przyznała, że do tej pory skupiała się przede wszystkim na roli i występie, a teraz nagle musiała mieć pod kontrolą znacznie więcej elementów. Promocja, organizacja, rozmowy, przygotowanie całego wydarzenia i sprawy, którymi zwykle zajmują się osobne zespoły — tym razem znalazły się po jej stronie.

Jak sama opowiadała, momentami miała wrażenie, że zajmuje się wszystkim jednocześnie.

Nie ukrywała też, że był to dla niej wymagający i stresujący czas. Mimo zmęczenia nie żałuje decyzji. Podkreśliła, że lubi sprawdzać siebie w nowych sytuacjach i właśnie dlatego zdecydowała się podjąć ryzyko.

Dziś, po kolejnych pokazach w Gdyni i Warszawie, patrzy na cały projekt z dużą satysfakcją.

Jak przyznała, najważniejsze jest dla niej to, że udało się doprowadzić wszystko do końca i zobaczyć reakcje publiczności. To właśnie ten moment sprawił, że poczuła ogromną dumę i przekonanie, że warto było przejść przez cały ten intensywny etap.