Polskie kino żegna wielką postać. Janusz Michałowski pozostawił po sobie wyjątkowy dorobek

Do świata polskiej kultury dotarła wiadomość, która poruszyła wielu widzów i ludzi teatru. W wieku 89 lat zmarł Janusz Michałowski — aktor, którego twarz i głos przez dziesięciolecia towarzyszyły kolejnym pokoleniom odbiorców. Informację o jego odejściu przekazała rodzina oraz instytucje związane z teatrem i telewizją.

Choć dla szerokiej publiczności pozostanie przede wszystkim jednym z charakterystycznych aktorów polskiego kina i telewizji, jego droga zawodowa zaczęła się dużo wcześniej — na scenie.

Janusz Michałowski urodził się 1 stycznia 1937 roku w Augustowie. Aktorskie wykształcenie zdobył w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie, którą ukończył w 1960 roku. Potem przez kolejne dekady budował swoją pozycję na scenach teatralnych i przed kamerą.

Widzowie zapamiętali go z wielu bardzo różnych ról. Zagrał między innymi w „Seksmisji”, „Vabanku”, „Lawie”, „Plebanii” i „Bożej podszewce”. Równolegle pozostawał mocno związany z Teatrem Telewizji, gdzie stworzył dziesiątki cenionych kreacji.

Był również mężem reżyserki Izabelli Cywińskiej, która zmarła pod koniec 2023 roku. W poruszającym wspomnieniu opublikowanym po śmierci aktora bliscy podkreślali, że bardzo przeżył jej odejście i przez ostatnie lata prowadził spokojniejsze życie, z dala od rozgłosu.

Wspominano go nie tylko jako artystę, ale też człowieka o wyjątkowym charakterze. W opublikowanych słowach pojawił się obraz introwertyka, który najlepiej czuł się w domu, z dala od hałasu, oddając się swoim pasjom i rozmowom o teatrze.

Pożegnania zaczęły pojawiać się również ze strony osób związanych z jego rodzinnym Augustowem. Podkreślano, że mimo wielkiej kariery zawsze pamiętał, skąd pochodzi i z dumą mówił o swoim mieście.

Razem z jego odejściem kończy się kolejny rozdział historii polskiego teatru i kina. Pozostają role, które dla wielu widzów już na zawsze będą miały jego głos, spojrzenie i obecność.