Wielkie wygrane po finale, ale bez oznak luksusu. Maja Chwalińska już wie, co zrobi ze swoją ogromną wygraną

Dla Mai Chwalińskiej ostatnie dni były jak sportowy rollercoaster. Choć nie udało jej się sięgnąć po końcowe zwycięstwo w finale Roland Garros, jedno jest pewne — ten turniej zmienił w jej karierze naprawdę wiele. Polska tenisistka nie tylko zapisała się w historii paryskiej imprezy, ale też wyjechała z niej z nagrodą, która całkowicie zmienia możliwości dalszego rozwoju.

Awans do finału oznaczał dla 24-letniej zawodniczki premię w wysokości 1,4 mln euro. To największa pojedyncza nagroda finansowa w jej dotychczasowej karierze i kwota, która wielokrotnie przewyższyła wcześniejsze turniejowe zarobki.

Mimo ogromnych emocji i zainteresowania wokół pieniędzy sama Chwalińska nie myśli o spektakularnych zakupach ani zmianie stylu życia. Jak przyznała, najważniejsze są dla niej teraz kolejne kroki sportowe.

Tenisistka otwarcie powiedziała, że chce przeznaczyć znaczną część środków na siebie i rozwój kariery. W planach ma inwestycje w treningi, przygotowanie fizyczne i rozwiązania, które pomogą jej wejść na jeszcze wyższy poziom.

 

Nie wyklucza też zakupu sprzętu wspierającego codzienną pracę oraz konsultacji dotyczących dalszego rozwoju. Podkreśliła jednak, że nie zamierza całkowicie odmawiać sobie drobnych przyjemności.

Na razie nie ma listy wymarzonych zakupów ani wielkich planów wydatkowych. Po intensywnych tygodniach chce przede wszystkim złapać oddech i pozwolić sobie na chwilę odpoczynku.

Dopiero później przyjdzie czas na powrót do rytmu treningowego i przygotowania do kolejnych turniejów. Jedno jednak nie budzi wątpliwości — sukces w Paryżu otworzył przed nią zupełnie nowy etap kariery.