Nie każda miłość zaczyna się od długich randek i powolnego poznawania się. W przypadku Joanny Dark i Marka Dutkiewicza wystarczyło jedno spotkanie, żeby wszystko nabrało zawrotnego tempa. On był zachwycony nią już od pierwszego wejrzenia, ona potrzebowała nieco więcej czasu. Jednak zaledwie miesiąc po poznaniu byli już zaręczeni. Dziś mogą pochwalić się 35 latami wspólnego życia i 25. rocznicą ślubu.
Historia ich znajomości zaczęła się na początku lat 90. Joanna Dark występowała wówczas w broadwayowskim składzie musicalu „Metro”. Miała za sobą aż 500 spektakli, a jeden z nich okazał się wyjątkowy nie tylko ze względu na sceniczne emocje. Na widowni pojawił się bowiem Marek Dutkiewicz, znany autor tekstów piosenek. Występ Joanny zrobił na nim tak duże wrażenie, że postanowił zdobyć jej numer i zaprosić ją na spotkanie.

Nie zdecydował się jednak zrobić tego bezpośrednio. Poprosił o pomoc wspólnego znajomego, Olafa Lubaszenkę. Aktor miał przekazać piosenkarce zaproszenie na kolację.
Joanna początkowo nie wiedziała, czego się spodziewać. Usłyszała wcześniej od Lubaszenki, że pewien ceniony twórca chciałby nawiązać z nią współpracę. Postanowiła więc sprawdzić, z kim właściwie ma do czynienia. Kiedy dowiedziała się, że chodzi o autora utworów dla 2 plus 1, Kombi, Lombardu i Zdzisławy Sośnickiej, nie była szczególnie podekscytowana.
„Zasięgnęłam języka, co to za jeden i co napisał dla 2 plus 1, Kombi, Lombardu i Sośnickiej. Nie moje klimaty, ale pomyślałam: dobrze, zobaczymy” – wspominała w rozmowie z „Vivą!”.

Pierwsze spotkanie odbyło się po przedstawieniu. Było już tak późno, że nawet pizzeria nie przyjmowała gości. Ostatecznie cała trójka, wraz z Olafem Lubaszenką, pojechała do Marka. Aktor pełnił tego wieczoru rolę swoistego opiekuna nowo poznanej pary.
Dla Marka to spotkanie było początkiem wielkiego uczucia. Nie ukrywał, że kiedy zobaczył Joannę na scenie, był pod ogromnym wrażeniem. Wokalistka nie zakochała się jednak równie szybko. W jej życiu sporo się działo, ponieważ musical „Metro” był wystawiany niemal codziennie, a niekiedy nawet dwa razy w ciągu jednego dnia. Do tego dochodziły przygotowania do amerykańskiej odsłony przedstawienia.
Nie chciała podejmować pochopnych decyzji ani komplikować sobie życia. Potrzebowała przede wszystkim stabilizacji i odrobiny wytchnienia. Jak sama przyznawała, Marek potrafił jej to zapewnić.
„Potrzebowałam spokoju” – opowiadała. Dodawała też, że cieszyła ją świadomość, że ma obok siebie kogoś bliskiego.

Z czasem ich relacja nabierała coraz większego znaczenia. Już miesiąc po pierwszym spotkaniu byli zaręczeni. Wkrótce jednak pojawiła się perspektywa, która mogła całkowicie zmienić ich wspólne plany.
Joanna przygotowywała się do wyjazdu do Nowego Jorku z ekipą „Metra”. Przed podróżą nie była nawet pewna, czy kiedykolwiek wróci do Polski. Zdecydowała się więc zrezygnować z wynajmowanego mieszkania, ponieważ nie wiedziała, jak zakończy się jej amerykańska przygoda.
Marek nie zamierzał jednak pozwolić, by odległość przekreśliła ich relację. Obiecał ukochanej, że pojawi się na premierze musicalu za oceanem. Dotrzymał słowa i przyjechał do Stanów Zjednoczonych.
Niestety, przedstawienie stworzone przez Janusza Józefowicza i Janusza Stokłosę nie osiągnęło na Broadwayu oczekiwanego sukcesu. Po zaledwie dziesięciu dniach od premiery zostało zdjęte z afisza. Oboje byli rozczarowani takim obrotem spraw.
Dla ich związku ważniejsze okazało się jednak coś innego. Joanna ostatecznie wróciła do Polski, a Marek odegrał w tej decyzji istotną rolę. Sam przyznawał, że wcześniej nie myślał poważnie o wieloletnim związku. Przez długi czas cenił sobie życie kawalera i unikał poważnych zobowiązań.

„Pojawiła się Joanna i pomyślałem, że nie spotkaliśmy się po to, żeby się rozstać” – wyznał w rozmowie z „Vivą!”.
Przez pierwsze dziesięć lat wspólnego życia Joanna i Marek nie spieszyli się z zakładaniem rodziny. Podróżowali, poznawali świat i korzystali z czasu, który mieli tylko dla siebie. Sami określali ten okres mianem „rzymskiego małżeństwa”.
Dopiero później uznali, że nadszedł odpowiedni moment na kolejny etap. Najpierw stanęli na ślubnym kobiercu, a w listopadzie 2003 roku na świecie pojawił się ich syn Ksawery.
Narodziny chłopca c
ałkowicie zmieniły codzienność zakochanych. Joanna nie ukrywała, że rodzicielstwo stało się dla nich wyjątkowym doświadczeniem.
„Wywrócił nam życie do góry nogami. Jesteśmy zakochani w naszym synu, a on w nas” – mówiła w „Dzień Dobry TVN”.
Dziś Ksawery jest już dorosły. Trzy lata temu wyjechał do Amsterdamu, gdzie rozpoczął studia związane z historią starożytności. Szczególnie interesuje go egiptologia.
Rodzice musieli więc przyzwyczaić się do życia bez syna na co dzień. W domu pojawił się wprawdzie pies, ale Marek z przymrużeniem oka zauważa, że nawet najwspanialszy czworonożny towarzysz nie jest w stanie zastąpić dziecka.
Joanna Dark i Marek Dutkiewicz mają za sobą 35 lat związku oraz ćwierć wieku małżeństwa. Kiedy opowiadają o swojej relacji, nie przedstawiają jej jako historii pozbawionej różnic zdań. Oboje pracują w podobnych branżach, mają własne pomysły i czasami dochodzi między nimi do iskrzenia.

Mimo to zapewniają, że po początkowych drobnych sprzeczkach przez kolejne trzy dekady nie przechodzili poważnego kryzysu. Ich zdaniem sekret udanej relacji tkwi w tym, by wzajemnie się inspirować i po prostu lubić swoje towarzystwo.
Po tylu latach nadal znajdują przyjemność we wspólnym spędzaniu czasu. A wszystko zaczęło się od jednego występu, zachwytu na widowni i zaproszenia na kolację, które ostatecznie odmieniło ich życie.