Marcela Leszczak ma już za sobą rozwód z Michałem Koterskim, z którym wychowuje syna Fryderyka. Choć sama rozprawa jest już przeszłością, celebrytka wróciła do jednego z jej momentów, który szczególnie zapadł jej w pamięć. Wszystko przez pozornie zwyczajne pytanie sędziego. Kiedy przyszło do określenia wykonywanego zawodu, zrobiło się dość niezręcznie.
Dziś 34-letnia Marcela jest rozpoznawalną influencerką, ale jej droga do show-biznesu zaczęła się zupełnie inaczej. Pierwsze kroki w świecie telewizji stawiała dzięki trzeciej edycji programu „Top Model”. Chociaż udział w modowym formacie nie otworzył jej drzwi do wielkiej kariery na wybiegach, przyniósł kolejne propozycje zawodowe.

Jedną z nich była rola w serialu „Miłość na bogato”. Marcela pojawiła się również w epizodycznej kreacji w produkcji, przy której pracował jej przyszły teść. W tamtym okresie jej życie zawodowe i prywatne zaczęły coraz mocniej łączyć się ze światem znanych osób.
Szczególnie ciekawa była historia związana z Michałem Koterskim. Para opowiadała kiedyś o sytuacji na planie serialu, która wywołała u Marceli zazdrość. Chodziło o scenę pocałunku bohatera granego przez Miśka z panną Krysią. Leszczak tak bardzo nie mogła pogodzić się z tym fragmentem fabuły, że ostatecznie sama zdecydowała się w nim wystąpić.
Po narodzinach syna Fryderyka Marcela zaczęła jednak szukać innego sposobu na zawodowe życie. Zamiast stawiać wszystko na tradycyjną karierę aktorską czy modeling, postawiła na działalność w internecie. Influencerstwo dało jej przede wszystkim większą swobodę i możliwość samodzielnego organizowania dnia.

Nie ukrywała, że najważniejszy był dla niej czas spędzany z dzieckiem. Chciała uczestniczyć w codziennym życiu Fryderyka, towarzyszyć mu podczas nauki i zajęć dodatkowych, a nie obserwować jego dorastanie wyłącznie z perspektywy zapracowanego rodzica.
„Jest super, sama sobie jestem szefem, mam czas dla mojego syna” – wyznała w jednej z rozmów. Podkreślała również, że zależy jej na obecności podczas edukacji chłopca i jego pozaszkolnych aktywności. Przyznała, że mogłaby skoncentrować się na rozwijaniu kariery, ale świadomie wybrała inną drogę.
Taki styl pracy ma jednak również swoje minusy. Zarobki influencerów potrafią mocno się zmieniać, a kolejne miesiące nie zawsze przynoszą podobne dochody. Raz współprac i możliwości jest więcej, innym razem sytuacja wygląda znacznie skromniej. Marcela doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale nie zamierza rezygnować z zajęcia, które pozwala jej łączyć pracę z macierzyństwem.

Teraz celebrytka podzieliła się jeszcze jedną historią, tym razem związaną z zakończonym małżeństwem z Michałem Koterskim. Podczas rozprawy rozwodowej znalazła się w sytuacji, która po czasie wydała jej się wyjątkowo zabawna. Problem pojawił się przy pytaniu o wykonywany zawód.
Sąd chciał po prostu uzyskać standardową informację. Marcela odpowiedziała zgodnie z tym, czym obecnie się zajmuje. Okazało się jednak, że słowo „influencer” w tak formalnych okolicznościach zabrzmiało dla niej dość nietypowo.
Celebrytka opisała całe zdarzenie na Instagramie, nie kryjąc rozbawienia sytuacją.

„Podczas sprawy rozwodowej przez Wysoki Sąd zostałam zapytana o wykonywany zawód. Odpowiedziałam »influencer«. Kurtyna”.
Krótka relacja Marceli pokazała, jak niecodziennie może wyglądać zderzenie współczesnych zawodów internetowych z tradycyjnymi urzędowymi procedurami. Dla niej była to najwyraźniej jedna z tych chwil, które dopiero po czasie nabierają komicznego charakteru. Rozwód z Michałem Koterskim jest już zamkniętym rozdziałem, a Leszczak nadal rozwija swoją działalność w sieci, pozostając przy modelu pracy, który pozwala jej być blisko syna.