Tomasz Schuchardt od lat tworzy z Kamilą Kuboth-Schuchardt małżeństwo, które przetrwało nie tylko próbę czasu, ale również poważny kryzys. Para zna się jeszcze z czasów studiów aktorskich. Dziś ich związek wydaje się stabilny, jednak nie zawsze było tak spokojnie.
Zainteresowanie prywatnym życiem aktora wyraźnie wzrosło po jego występie w najnowszej ekranizacji „Lalki”, w której wcielił się w Stanisława Wokulskiego. Schuchardt ma 40 lat i od ponad dekady jest związany z Kamilą, również aktorką.

Jego żona pojawiała się między innymi w filmach „Ach śpij kochanie” oraz „Volta”. Znacznie częściej niż na ekranie można ją jednak oglądać na deskach teatru, gdzie rozwija swoją karierę artystyczną.
Ich historia rozpoczęła się jeszcze w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Znajomość bardzo szybko nabrała poważnego charakteru. Zaledwie dwa miesiące po poznaniu się zostali parą, a po ukończeniu studiów oboje zamieszkali w Warszawie.
Nie oznacza to jednak, że ich relacja od początku była pozbawiona trudnych momentów. Po kilku latach wspólnego życia pojawił się kryzys, który doprowadził nawet do rozstania.

Przerwa w związku nie trwała jednak długo. Oboje potrzebowali czasu, aby spojrzeć na swoją relację z dystansem i zrozumieć, czego naprawdę chcą.
Schuchardt opowiadał później, że decyzja o rozstaniu nie wynikała z całkowitego wygaśnięcia uczuć. Para podchodziła do związku bardzo poważnie i nie chciała podejmować pochopnych decyzji.
„Nie chodziło o odarcie naszej miłości z romantyzmu, tylko o dojrzałe podejście do sprawy. Oboje pochodzimy z tradycyjnych rodzin, mamy po trójce rodzeństwa. Jesteśmy “stałozwiązkowi”. Nie chcieliśmy podejmować pochopnych decyzji. Kiedy minął może tydzień, okazało się, że musimy razem być” — wspominał aktor w rozmowie z „Pani”.

Szybki powrót do siebie pokazał, że rozstanie nie zakończyło ich historii. Wręcz przeciwnie — stało się dla nich momentem, po którym jeszcze mocniej zrozumieli znaczenie łączącego ich uczucia.
W końcu przyszedł również czas na ślub. Schuchardt mówił o tej decyzji w bardzo charakterystyczny sposób. Nie przedstawiał jej jako obowiązku, lecz jako naturalną konsekwencję ich relacji.
„Musimy, bo nie wyobrażamy już sobie życia bez siebie. Ten przymus uznaliśmy za słuszny. On nazywa się miłością” — podsumował.

Po ślubie małżonkowie stworzyli rodzinę, a narodziny córek jeszcze mocniej związały ich ze sobą. Dziś, patrząc na wspólną historię, mogą mówić o kryzysie, który ostatecznie nie zakończył ich związku.
Ich relacja przeszła więc przez moment, w którym wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Ostatecznie jednak oboje zdecydowali się dać sobie kolejną szansę.