Helena Englert odsłoniła prawdę po treningu. Tak naprawdę wcale nie ma w sobie tyle luzu

Helena Englert coraz mocniej zaznacza swoją obecność w „Tańcu z gwiazdami”. Choć na parkiecie radzi sobie bardzo dobrze, a razem z Romanem Osadchyim zdobywa wysokie noty, ostatnie dni pokazały zupełnie inną stronę aktorki. Po jednej z prób postanowiła wyjaśnić, co naprawdę dzieje się za kulisami jej występów.

Przez lata nazwisko Heleny Englert niemal automatycznie kojarzono z jej rodzicami – Beatą Ścibakówną i Janem Englertem. Wiele osób oceniało jej karierę przez pryzmat znanej rodziny. Udział w programie Polsatu daje jej jednak okazję, by pokazać publiczności siebie, a nie tylko córkę znanych aktorów.

Pierwsze dwa odcinki „Tańca z gwiazdami” przyniosły jej sporo powodów do zadowolenia. Wraz z Romanem Osadchyim znalazła się w górnej części klasyfikacji. Za sambę para otrzymała 28 punktów, a za walca aż 30. Englert zaczęła też zdobywać sympatię widzów, którzy zwracają uwagę nie tylko na jej taneczne umiejętności, lecz także na naturalne zachowanie.

Ostatnie próby nie były jednak dla niej łatwe. We wtorek wieczorem na InstaStories programu pokazano trening Heleny i Romana, któremu pomagał Jacek Jeschke. Podczas pracy nad choreografią emocje wzięły górę i aktorka wykrzyczała:

„Nic nie umiem!” – mówiła wyraźnie zdenerwowana.

Następnego dnia ponownie pojawiła się na sali treningowej. Tym razem Roman Osadchyi nagrał ją podczas przygotowań do trzeciego tańca. Helena nie ukrywała, że tym razem ćwiczenia mocno ją przytłaczają.

„Tragedia. W tym tygodniu chciałam wszystkich państwa przeprosić, że będę wyglądała jak kawałek kartonu. Moje ciało powiedziało ‘nie’” – przyznała.

W pewnym momencie doszło jeszcze do zabawnej sytuacji. Obcas Heleny zahaczył o spodnie, a nietypowa poza została później wykorzystana przez internautów jako żart. Aktorka pojawiła się nawet w przerobionej wersji okładki znanego magazynu modowego.

Kilka godzin później Englert postanowiła dopowiedzieć coś, czego widzowie mogli wcześniej nie dostrzegać. W internecie zaczęto chwalić ją za dystans i poczucie humoru. Sama aktorka przyznała jednak, że za tym zachowaniem kryje się przede wszystkim ogromne napięcie.

„Powiem wam, że czytam sobie te wszystkie komentarze, że ‘mam tyle luzu’ i w ogóle. Ja nie mam w ogóle luzu, ja jestem najbardziej spiętym i zestresowanym człowiekiem na świecie. To, że ja jestem taka, wynika z tego, że jestem zestresowana i nie wiem, co z tym stresem zrobić (…)” – wyznała na Instagramie.

Helena wyjaśniła również, że jej żartobliwe zachowanie może wyglądać zupełnie inaczej z perspektywy osób oglądających ją z boku. Według niej stres znajduje ujście w sposób, który dla innych jest zabawny, choć dla niej samej wiąże się to z dużym obciążeniem emocjonalnym.

„Ja przez przypadek wyrzucam ten stres w bardzo atrakcyjny dla odbiorcy sposób, ale to jest okupione ogromnym kosztem emocjonalnym. Mówię to, bo nie chcę, żeby ktoś sobie pomyślał: ‘(…) Ona jest taka fajna i śmieszna’. Nie. Ja potem to odreagowuję w domu (…), kładę się na kanapie i tak siedzę przez pięć godzin” – powiedziała.

Aktorka nie próbowała również udawać, że każdy dzień wygląda tak samo. Przyznała wprost, że zdarzają jej się chwile, kiedy nie ma ochoty żartować i trudno jej ukryć smutek.

„Mam dni, kiedy totalnie nie jestem śmieszna, kiedy jest mi po prostu smutno i przykro. Wczoraj na przykład miałam taki dzień. I w ogóle niech wszyscy wyjdą. I chce mi się płakać. I to też jest okej” – wyznała.

Na zakończenie Helena po raz kolejny pozwoliła sobie na żart. Słodkim tonem powiedziała: „Pamiętaj o tym, jesteś piękna”, po czym ze śmiechem przyznała, że siedzi sama w domu i nie ma z kim porozmawiać. Właśnie w ten sposób połączyła szczerość z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru.