Sandra Hajduk długo nie komentowała emocji, które pojawiły się podczas ostatniego programu z udziałem Macieja Dowbora. Teraz prezenterka postanowiła opowiedzieć, co naprawdę działo się za kulisami tamtego momentu i dlaczego nie udało jej się ukryć wzruszenia.
Sandra Hajduk swoją medialną drogę zaczynała jako reporterka portalu plotkarskiego. Z czasem zdobywała kolejne doświadczenia, aż trafiła do „Dzień Dobry TVN”, gdzie stworzyła duet prowadzących z Maciejem Dowborem.

Pod koniec czerwca widzowie śniadaniowego programu byli świadkami niespodziewanej chwili. Dowbor podczas jednego z wydań przekazał, że kończy swoją przygodę z formatem i odchodzi z programu.
Dla Sandry Hajduk była to bardzo emocjonalna sytuacja. Prezenterka nie ukrywała wzruszenia, a przed kamerami pojawiły się łzy. Jej reakcja szybko zaczęła krążyć w internecie i stała się jednym z szerzej komentowanych momentów ostatnich dni.
W rozmowie z Oskarem Netkowskim Hajduk przyznała, że sama nie spodziewała się tak dużego zainteresowania swoją reakcją. Jak zaznaczyła, nie próbowała stworzyć żadnego medialnego momentu — emocje po prostu pojawiły się naturalnie.

„Co w sercu, to na twarzy” — powiedziała, tłumacząc, że od początku wiedziała, iż pożegnanie kolegi może być dla niej trudne. Dodała również, że zdawała sobie sprawę, że może się popłakać, ale nie myślała o tym, jak zostanie to odebrane przez publiczność.
Prezenterka odniosła się także do tematu popularności we współczesnym świecie. Jej zdaniem obecnie bardzo łatwo zdobyć rozpoznawalność, szczególnie dzięki mediom społecznościowym.

Hajduk zauważyła, że wiele osób buduje zainteresowanie wokół własnego życia prywatnego i w ten sposób zdobywa popularność. Podkreśliła jednak, że sama chce podążać inną drogą.
Jak przyznała, znacznie trudniej jest być wiernym sobie i budować swoją pozycję w zgodzie z własnymi wartościami. To właśnie tę ścieżkę, jak podkreśliła, stara się wybierać.