Dygant stanowczo: „Niczego nie naciągałam”. Aktorka ucina spekulacje o operacjach

Agnieszka Dygant po raz kolejny zabrała głos w sprawie swojego wyglądu. Od kilku lat to właśnie jej twarz budzi większe emocje niż zawodowe projekty. Choć 52-letnia aktorka wciąż jest chętnie obsadzana przez polskich reżyserów, w mediach częściej dyskutuje się o tym, czy przeszła zabiegi upiększające, niż o jej rolach.

Dla wielu widzów metamorfoza od czasów „Niani Frani” jest wyraźna. Dygant wygląda dziś inaczej niż kilka lat temu, co regularnie podsyca plotki o ingerencjach medycyny estetycznej. Aktorka postanowiła jednak rozwiać wątpliwości.

Podczas gali Empik Bestsellery zwróciła na siebie uwagę młodzieńczym wyglądem. W rozmowie udzielonej na wydarzeniu podkreśliła, że sekret jej aparycji nie ma nic wspólnego z operacjami plastycznymi. Jak zaznaczyła, wszystko sprowadza się do genów i konsekwentnej pielęgnacji.

— Ludzie tak mówią, ale nie, ja po prostu o siebie dbam — stwierdziła. — Im jestem starsza, tym bardziej się pilnuję. Mam swoje rytuały i trzymam się ich, ale bez przesady. Staram się znaleźć równowagę między dbaniem o wygląd a nieprzesadzaniem z żadnymi zmianami. Nawet włosy mam wciąż naturalne, jeszcze ich nie farbuję, a to też odejmuje lat.

Aktorka przyznała, że nie zawsze udaje jej się prowadzić idealnie zdrowy tryb życia. Ma lekki sen i, jak sama powiedziała, śpi „jak zając”. Często wybudza ją najmniejszy hałas. Z wodą również bywa różnie — nie pije jej tyle, ile powinna.

Podkreśliła jednak, że regularnie korzysta z zabiegów pielęgnacyjnych. Wspomniała o kremach, maseczkach, wizytach u kosmetyczki, masażach i konsultacjach u kosmetologa. Jak zaznaczyła, korzysta z dostępnych możliwości, które pomagają kobietom dobrze się czuć w swojej skórze.

Na bezpośrednie pytanie o ewentualne zabiegi upiększające odpowiedziała jednoznacznie.

— Nie miałam operacji, niczego nie naciągałam. Nie mam nic przeciwko osobom, które to robią, jeśli czują się z tym lepiej albo pomaga im to w pracy. Ja na razie nie czuję takiej potrzeby, więc nie — podsumowała.

Dygant po raz kolejny wyraźnie zaznaczyła, że za jej wyglądem nie stoi skalpel, a konsekwencja w pielęgnacji i — jak sama sugeruje — odrobina szczęścia w genach.