Robert Lewandowski wrócił do USA tuż po kartce. Kibice zaczęli snuć własną teorię

Robert Lewandowski ponownie znalazł się pod lupą kibiców reprezentacji Polski. Tym razem uwagę zwróciły nie tylko jego gole, ale przede wszystkim wydarzenia, które nastąpiły tuż po spotkaniu z Rumunią. Kapitan Biało-Czerwonych został zawieszony na kolejny mecz, a niedługo później opuścił zgrupowanie i poleciał do Stanów Zjednoczonych. W internecie bardzo szybko zaczęto łączyć te dwa wydarzenia.

Wszystko zaczęło się od znakomitego występu Polaka przeciwko Rumunii. Lewandowski popisał się hat-trickiem, a reprezentacja Polski odniosła efektowne zwycięstwo 6:0. Napastnik miał jednak również moment, który później okazał się dla niego bardzo kosztowny.

W pierwszej połowie ostro zaatakował Andreia Coubisa i zobaczył żółtą kartkę. Nie był to jego pierwszy taki przypadek w tej edycji Ligi Narodów. Wcześniej został napomniany również podczas meczu ze Szwecją. Dwie żółte kartki oznaczały automatyczne zawieszenie, dlatego Lewandowski nie mógł wystąpić w kolejnym spotkaniu, tym razem przeciwko Bośni i Hercegowinie.

Dla reprezentacji był to poważny problem. Biało-Czerwoni mieli bowiem przystąpić do ważnego meczu bez najlepszego strzelca w historii kadry. Wraz z pojawieniem się informacji o zawieszeniu pojawiło się również pytanie, co stanie się z samym Lewandowskim.

Piłkarz nie zdecydował się bowiem na podróż z drużyną do Zenicy. Po rozmowie z selekcjonerem Janem Urbanem opuścił zgrupowanie i skierował się do Stanów Zjednoczonych. Decyzję tę potwierdził rzecznik PZPN Emil Kopański.

W tym przypadku wcześniejszy powrót do klubu miał dla Lewandowskiego konkretne znaczenie. Chicago Fire przygotowywało się bowiem do spotkania z Vancouver Whitecaps. Gregg Berhalter potwierdził już, że Polak trenował z zespołem. Co więcej, szkoleniowiec nie zapowiedział żadnego odgórnie ustalonego limitu minut dla napastnika w najbliższym meczu.

Właśnie ta sekwencja wydarzeń sprawiła, że wśród kibiców zaczęły pojawiać się podejrzenia. Niektórzy internauci zaczęli zastanawiać się, czy Lewandowski celowo nie doprowadził do sytuacji, w której musiał pauzować w spotkaniu z Bośnią. Ich zdaniem dzięki zawieszeniu mógł wcześniej wrócić do Chicago i spokojnie przygotować się do meczu klubowego.

Trzeba jednak podkreślić, że są to wyłącznie domysły. Nie ma żadnych dowodów na to, że reprezentant Polski świadomie chciał otrzymać drugą żółtą kartkę i uniknąć występu w kolejnym spotkaniu kadry.

Temat pojawił się również w programie „Cafe Futbol”. Tomasz Hajto otwarcie przekonywał, że jego zdaniem Lewandowski mógł zrobić to specjalnie. Roman Kołtoń miał jednak zupełnie inne spojrzenie na całą sytuację i nie podzielał takiej interpretacji.

Dodatkowych emocji dostarczyło Chicago Fire. Amerykański klub szybko opublikował w mediach społecznościowych materiał zapowiadający powrót swojej największej gwiazdy przed spotkaniem z Vancouver Whitecaps. Dla części polskich kibiców był to kolejny element, który podsycił wcześniejsze podejrzenia.

Na ten moment jedno pozostaje pewne. Lewandowski nie mógł zagrać z Bośnią i Hercegowiną z powodu regulaminowego zawieszenia, a po rozmowie z Janem Urbanem otrzymał zgodę na wcześniejsze opuszczenie zgrupowania. Wszystko inne pozostaje jedynie przedmiotem kibicowskich teorii.