Urszula Sipińska porzuciła scenę u szczytu kariery. Wybrała zupełnie inną drogę

Urszula Sipińska przez lata należała do najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistek. Choć jej nazwisko kojarzyło się z wielkimi przebojami i tłumami fanów, sama artystka nigdy nie traktowała śpiewania jako celu na całe życie. Już w młodości zadbała o wykształcenie, które pozwoliło jej później rozpocząć zupełnie nowy rozdział.

Dziś, mając 79 lat, od dawna nie jest związana ze sceną. Co więcej, Sipińska otwarcie mówi o swojej decyzji i nie ukrywa, że niektórym kolegom z dawnej branży potrafi wytknąć brak wyczucia odpowiedniego momentu na zakończenie kariery.

Wszystko zaczęło się od jednego występu w Opolu

W 1967 roku Urszula Sipińska pojawiła się na 5. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Wykonaniem „Zapomniałam” zdobyła uwagę publiczności i szybko stała się jedną z najciekawszych postaci polskiej sceny.

Sława przyszła jednak w momencie, gdy jej życie miało wyglądać zupełnie inaczej. Sipińska studiowała architekturę wnętrz na Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu i właśnie z tym zawodem wiązała swoje plany. Studia ukończyła w 1972 roku.

Po latach wspominała, że śpiewanie wcale nie było jej wielkim marzeniem.

„Nie chciałam śpiewać. Miałam inne plany. Studiowałam wymarzoną architekturę wnętrz. Niczego wtedy nie przeczuwałam. A jednak moje życie zmieniło się w ciągu 24 godzin. To było jak magia, nie moja magia” – mówiła.

Popularność przyniosła jej także niecodzienne sytuacje

Kariera wokalistki nabrała tempa, a zainteresowanie jej osobą szybko wykroczyło poza muzykę. Fani śledzili nie tylko jej występy, ale również życie prywatne.

W latach 70. pod domem rodziców Sipińskiej w Poznaniu pojawił się tłum fanek Seweryna Krajewskiego. Kobiety były przekonane, że właśnie tam ma dojść do ślubu obojga artystów. Plotka była na tyle przekonująca, że rodzina nie wiedziała, jak poradzić sobie z całą sytuacją.

„Tata rozłożył bezradnie ręce: Musimy coś z tym zrobić! Oni myślą, że Ula bierze ślub z Krajewskim! Idź, zobacz te dziewczyny! Powiedziałem im, że to bzdura, ale nie chcą słuchać. Twierdzą, że wasz ślub był w zapowiedziach” – wspominała później w autobiografii „Gdybym była aniołem”.

Żeby zakończyć zamieszanie, w roli pana młodego podczas fikcyjnego ślubu wystąpił kuzyn Sipińskiej. Dopiero później udało się wyjaśnić fanom, że cała historia nie miała nic wspólnego z rzeczywistością.

Na długo zapamiętano również jej starcie z Marylą Rodowicz podczas XV Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Obie artystki wdały się wtedy w słynną „bitwę na kapelusze”. Sytuacja zrobiła się na tyle gorąca, że musieli interweniować Wojciech Młynarski i Wiesław Gołas.

W pewnym momencie powiedziała scenie: wystarczy

Mimo ogromnej popularności Sipińska od początku zakładała, że nie będzie śpiewać do późnego wieku. Miała jasno określony moment, w którym chciała zamknąć ten etap życia.

W programie „Uwaga!” przyznała, że już wcześniej postanowiła zakończyć występowanie po czterdziestce.

„Powiedziałam sobie, że kiedy skończę 40 lat to koniec z estradą. Pomyślałam sobie wtedy, że to jest ulotny zawód dla młodzieży, dla ludzi o żelaznych nerwach. Można pośpiewać, ale nie można męczyć ludzi swoją osobą w nieskończoność” – tłumaczyła.

Na początku lat 90. faktycznie zeszła ze sceny. Jej ostatnim albumem był wydany w 1992 roku „Białe święta”. Zamiast kolejnych koncertów i nagrań Sipińska postawiła na zawód, którego nauczyła się jeszcze przed rozpoczęciem wielkiej kariery.

W rodzinnym Poznaniu otworzyła własne studio projektowe, a następnie studio zajmujące się wyposażeniem wnętrz. W ten sposób wróciła do dziedziny, którą wcześniej studiowała i która od początku była jej prawdziwym zainteresowaniem.

Dziś nie kryje, że decyzji o odejściu z estrady nie żałuje. Wręcz przeciwnie – uważa, że artysta powinien umieć rozpoznać moment, w którym należy zakończyć karierę.

„Zacytuję zespół Perfect: »Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym«. Jak widać, nie osiągnęłam wystarczającego poziomu samouwielbienia, by śpiewać do siedemdziesiątki. Nie wyobrażam sobie dojścia do obciachowej ścianki, gdzie artysta staje się już tylko parodią samego siebie” – powiedziała w rozmowie z nto.pl.