Joanna Jabłczyńska od samego początku jest jedną z twarzy „Na Wspólnej”. Przez ponad dwie dekady wciela się w Martę Konarską i, jak sama przyznaje, nigdy poważnie nie myślała o rozstaniu z serialem. Był jednak moment, kiedy aktorka i pozostali członkowie obsady zostali postawieni przed faktem dokonanym.
Informacja, którą usłyszeli wtedy na planie, spadła na nich nagle. Nikt nie miał czasu się przygotować, a Jabłczyńska bardzo mocno przeżyła całą sytuację.

Joanna Jabłczyńska nie planowała odejścia z serialu
Aktorka została zapytana o to, czy w ciągu tylu lat kiedykolwiek brała pod uwagę odejście z „Na Wspólnej” albo dłuższą przerwę od pracy przy produkcji.
Jej odpowiedź nie pozostawiła żadnych wątpliwości.
„Nigdy. Naprawdę. Mówię bardzo szczerze” – podkreśliła.
Mimo to sama znalazła się kiedyś w sytuacji, w której mogła stracić serial nie z własnej decyzji. Jak wspomina, pewnego dnia ekipa pojawiła się na planie, nie wiedząc jeszcze, że czeka ją bardzo trudny komunikat.
Na planie padły słowa, których nikt się nie spodziewał
Jabłczyńska opowiedziała o momencie, gdy produkcja poinformowała aktorów o zakończeniu zdjęć. Co najważniejsze, nie była to zapowiadana wcześniej decyzja, do której można było się przygotować.

„Był taki moment, kiedy powiedziano nam, że kończymy grać i to tak z dnia na dzień. Tam jakieś były okoliczności nam bliżej nieznane, no bo my jakby przychodzimy na plan, mamy podpisane umowy i tyle. I nagle z dnia na dzień produkcja przyszła i powiedziała, że: ‘Słuchajcie, sami jesteśmy zaskoczeni, ale dzisiaj ostatni dzień zdjęciowy’” – wyznała.
Dla aktorki był to ogromny cios. Nie chodziło jednak wyłącznie o sprawy zawodowe. Przez lata pracy przy „Na Wspólnej” zdążyła mocno zżyć się z ludźmi, z którymi spędzała dużą część swojego życia.
Jabłczyńska nie kryła łez. Wszystko wisiało na włosku
Aktorka przyznała, że tamten moment kosztował ją bardzo wiele emocjonalnie.

„Tyle łez, co ja wtedy wypłakałam, i nie z powodów zawodowych, tylko czysto prywatnych. To chyba tym bardziej umocniło moją miłość do tego serialu” – powiedziała.
Przez następne tygodnie sytuacja pozostawała niejasna. Jabłczyńska nie znała wszystkich szczegółów dotyczących decyzji produkcyjnych i mogła jedynie czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
W końcu wydarzyło się jednak coś, na co wszyscy liczyli. Po dwóch albo trzech tygodniach przerwy do aktorki zadzwonił telefon. Okazało się, że ekipa ponownie pojawi się na planie.
Jeden telefon przyniósł ogromną ulgę

Powrót do pracy był dla Jabłczyńskiej ogromnym przeżyciem. Wraz z wiadomością o wznowieniu zdjęć zniknęła również niepewność dotycząca przyszłości produkcji.
„Po chyba… były dwa albo trzy tygodnie, to nie trwało tak krótko, ta przerwa. No zadzwonił ten telefon, że jednak wracamy. No ogromny kamień z serca, ale tym bardziej jestem przywiązana do tej produkcji, wiedząc, że mogłam to stracić” – podsumowała.
View this post on Instagram
Po tym doświadczeniu więź aktorki z „Na Wspólnej” stała się jeszcze silniejsza. Choć tamta decyzja przyszła niespodziewanie, ostatecznie okazało się, że historia Marty Konarskiej i jej ekranowej odtwórczyni będzie trwać dalej.