Anna Lewandowska po intensywnych tygodniach spędzonych między Hiszpanią a Polską ponownie kieruje się do Chicago. Żona Roberta Lewandowskiego nie ukrywa, że życie pomiędzy trzema krajami wymaga od niej sporo organizacji. Teraz wraca do Stanów Zjednoczonych, ale tym razem nie będzie mogła liczyć na obecność męża.
Kiedy Robert Lewandowski zdecydował się na grę w klubie z Chicago, dla całej rodziny rozpoczął się zupełnie nowy etap. W sierpniu Anna wraz z bliskimi dołączyła do piłkarza za oceanem. Już wcześniej dawała jednak do zrozumienia, że przeprowadzka nie była dla niej łatwa i że mocno ciągnie ją do Hiszpanii.

Ostatnie tygodnie spędziła właśnie w Barcelonie oraz Warszawie. W stolicy Katalonii odwiedziła między innymi biuro swojego klubu fitness, spotkała się z przyjaciółkami i nadrabiała sprawy związane z działalnością zawodową. Później przyleciała do Polski, gdzie czekały na nią kolejne sportowe i biznesowe obowiązki.
Dopiero teraz ogłosiła, że jej pobyt w Europie dobiegł końca. W poniedziałek pokazała nagranie z lotniska i poinformowała, że ponownie rusza za ocean.
„Właśnie jestem już na lotnisku i chyba tak ze spokojem wreszcie mogę usiąść i powiedzieć: mamy to, zrobiliśmy świetną robotę z moim zespołem przez ostatnie dwa tygodnie, począwszy od Barcelony” – powiedziała.

Lewandowska podkreśliła, że nadszedł moment powrotu do codziennych obowiązków. Tym razem jednak Chicago przywita ją bez Roberta.
„Czas wracać do codziennych obowiązków” – zapowiedziała, wyjaśniając jednocześnie, że jej mąż przebywa obecnie na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Anna zaznaczyła, że razem z Laurą i Klarą czekają na niego i mocno kibicują.
Sam Robert nie ma jednak ostatnio powodów do pełnego zadowolenia. W spotkaniu reprezentacji Polski z Bośnią i Hercegowiną spędził na murawie 87 minut, ale nie udało mu się wpisać na listę strzelców. Również w meczu ze Szwecją zdobyta przez Polaków bramka nie była jego autorstwa.

Wokół kapitana reprezentacji pojawiła się więc krytyka. Fani i komentatorzy sportowi oceniali jego występy znacznie surowiej niż zwykle, a po jednym ze spotkań określono go nawet mianem jednego z najsłabszych zawodników.
Nie najlepiej wyglądała również sytuacja w jego klubie podczas nieobecności związanej ze zgrupowaniem kadry. Drużyna z Chicago nie robi przerwy w rozgrywkach na czas meczów reprezentacji, dlatego konieczne było znalezienie zawodnika, który zastąpi Polaka.

Szansę otrzymał Johan Gomez. I wykorzystał ją bardzo dobrze. W spotkaniu z zespołem z Charlotte zdobył decydującego gola, dzięki któremu jego drużyna odniosła pierwsze zwycięstwo od wielu tygodni.
Robertowi pozostaje więc obserwować wydarzenia z dystansu. Kiedy wróci do Chicago, będzie musiał zmierzyć się nie tylko z oczekiwaniami wobec swojej formy, ale także z faktem, że podczas jego nieobecności zmiennik potrafił odegrać kluczową rolę.