Krystyna Demska-Olbrychska żegna Jana Frycza. Wspomniała ich ostatni telefon: „I już nie powie”

Śmierć Jana Frycza mocno poruszyła środowisko artystyczne. Aktor odszedł 15 sierpnia w swoim domu, w obecności najbliższych mu osób. Wiadomość o jego śmierci dotarła także do Krystyny Demskiej-Olbrychskiej, żony Daniela Olbrychskiego, która zdecydowała się opowiedzieć o swoim ostatnim kontakcie z aktorem.

Demska-Olbrychska przebywała wtedy na urlopie na Podlasiu. Zamiast spokojnego wakacyjnego dnia pojawiła się wiadomość, w którą początkowo nie potrafiła uwierzyć.

„Zaniemówiłam. Oboje zamilkliśmy w jednej sekundzie. Niewyobrażalne stało się rzeczywistością i radosny wakacyjny dzień stał się koszmarem” — napisała, opisując chwilę, kiedy dotarła do niej informacja o odejściu Frycza.

Pierwszą reakcją była niedowierzanie. Kobieta przypomniała sobie bowiem, że jeszcze niedawno rozmawiała z aktorem przez telefon. Wydawało jej się, że od tamtej rozmowy minęło zaledwie kilkanaście dni.

„Powiedziałam – to niemożliwe. Przecież tak niedawno plotkowaliśmy przez telefon. Kiedy to było? Dwa tygodnie temu? Trzy?” — wspominała.

Po sprawdzeniu daty okazało się, że ich ostatnia rozmowa odbyła się jednak pod koniec maja. Frycz sam wtedy zadzwonił. Nie było żadnej szczególnej okazji — po prostu chciał porozmawiać.

Jak relacjonowała Demska-Olbrychska, przywitał ją charakterystycznymi dla siebie słowami: „cześć żono mojego wybitnego kolegi”. Później zapytał, jak ona i Daniel się czują. W pewnym momencie kobieta włączyła głośnik, ponieważ jej mąż znajdował się obok.

Rozmowa nie była krótka. Trwała kilkadziesiąt minut i, jak podkreśliła Demska-Olbrychska, miała dla niej szczególne znaczenie. Była pełna serdeczności, ciepła i wzajemnej życzliwości.

Okazuje się, że Frycz nie dzwonił do nich często. Robił to zwykle dwa razy w roku — z okazji urodzin Daniela oraz imienin Krystyny przypadających 13 marca. Mimo sporadycznego kontaktu pamiętał o ważnych dla nich datach.

Demska-Olbrychska zaznaczyła też, że nie określiłaby ich relacji mianem bliskiej przyjaźni. Nie spotykali się regularnie i nie umawiali wspólnie na wyjścia. Ich kontakt miał jednak własny, wyjątkowy charakter.

Najważniejsze były wzajemny szacunek, serdeczność i pewna szczególna bliskość obecna w rozmowach. Kobieta zwróciła uwagę także na głos aktora — niski, charakterystyczny i, jak napisała, niezapomniany.

„Umiał mówić. Lubił mówić. I mówił. I już nie powie. I nic z tym się nie da zrobić” — podsumowała.

W jej wspomnieniu szczególnie mocno wybrzmiewa bezradność wobec śmierci. Demska-Olbrychska przyznała, że najbardziej boli ją świadomość, iż nie można już zapytać Frycza, jak się czuje i czy jest mu dobrze.

„A z tego smutku najbardziej wkurzające jest, że nie wiemy jak się czuje, czy jest mu dobrze, spokojnie, czy odpoczywa. Nic nie wiemy” — napisała.

To właśnie ta ostatnia rozmowa pozostanie dla niej jednym z najważniejszych wspomnień związanych z Janem Fryczem.