Oliver poczuł ciepło jajka w dłoni.
Jakby było żywe.
Jakby coś w nim tykało.
Alessandro zrobił krok naprzód.
„Wiesz w ogóle, co trzymasz?” powiedział cicho.
Oliver nie odpowiedział.
Bo w tamtej chwili nikt jeszcze nie miał pewności.
Jedno było tylko jasne.
Cisza na farmie się zmieniła.
Pracownicy przestali szeptać.
Kury stały się niespokojne.
A gdzieś w oddali zbliżał się już samochód z logo firmy farmaceutycznej.
Oliver zobaczył go jako pierwszy.
„Oni już wiedzą,” powiedział nerwowo jeden z pracowników.
Alessandro odwrócił się.
Po raz pierwszy wyglądał na niepewnego.
„Nikt nic nie widzi,” warknął.
Ale było za późno.
Auto zatrzymało się przy bramie.
Wysiadło dwóch mężczyzn w garniturach.
Jeden z nich trzymał teczkę z napisem, którego Oliver nigdy wcześniej nie widział, a który natychmiast ścisnął mu żołądek:
Projekt GENESIS
„Gdzie jest jajko?” zapytał mężczyzna bez emocji.
Oliver cofnął się o krok.
„To moja praca,” powiedział spokojnie.
Ale mężczyzna nawet się nie poruszył.
„Nie. To własność badań.”
Alessandro próbował przejąć kontrolę.
„To ja tu decyduję.”
Mężczyzna w garniturze spojrzał na niego.
„Już nie.”
I wtedy Oliver zrozumiał.
Te 200 kur nie było odpadem.
Były częścią testu.
Długiego.
Cichego.
Nielegalnego.
Kury nie były stare przypadkowo.
Zostały wybrane.
Genetycznie zmodyfikowane.
I tylko jedna z nich…
osiągnęła etap, który miał być niemożliwy.
Oliver ścisnął jajko mocniej.
„Co chcecie z nim zrobić?” zapytał.
Mężczyzna odpowiedział bez wahania:
„Zniszczyć je. Albo odzyskać.”
Cisza.
Ciężka.
Głęboka.
Alessandro cofnął się o krok.
Po raz pierwszy wyglądał jak człowiek, który stracił wszystko.
„Ja… ja nie wiedziałem…” zaczął.
Oliver spojrzał na niego.
I po raz pierwszy w jego oczach nie było tylko zmęczenia.
Była decyzja.
„Przez 15 lat wam ufałem,” powiedział.
A potem odwrócił wzrok w stronę kury, która zmieniła wszystko.
Stała spokojnie.
Jakby wiedziała więcej niż wszyscy ludzie wokół.
Mężczyzna w garniturze wyciągnął rękę.
„Proszę to oddać.”
Oliver nie.
Cofnął się.
I wtedy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Kura wydała krótki, ostry dźwięk.
A wszystkie pozostałe w kurniku zamilkły całkowicie.
Jak sygnał.
Jak ostrzeżenie.
Oliver odwrócił się i rzucił biegiem w stronę pola.
Z jajkiem w dłoni.
Za nim krzyk.
Silnik samochodu.
Biegnące kroki.
Ale było już za późno.
Bo Oliver zrozumiał jedną rzecz.
To jajko nie jest produktem.
To dowód.
A jeśli je ocali…
nie ocali tylko siebie.
Ale też prawdę, którą ktoś przez 15 lat próbował pogrzebać między starymi kurami.