Marta Wierzbicka przez lata skutecznie oddzielała życie prywatne od zawodowego. Tym razem zrobiła jednak wyjątek i zdecydowała się opowiedzieć więcej o swojej relacji oraz ślubie. Jej historia pokazuje, że nawet najbardziej zgodne dziś pary nie zawsze zaczynają od idealnych momentów.
Aktorka, znana widzom z serialu Na Wspólnej, przyznała, że pierwsze spotkanie z jej przyszłym mężem, Janem Sokolikiem, wcale nie należało do udanych. Wręcz przeciwnie – nie zrobił na niej dobrego wrażenia. Jak wspomina, był pewny siebie i miał w sobie coś, co zupełnie nie pasowało do jej spokojnej, bardziej wycofanej natury.

„Miałam dość dziwne spotkanie z mężczyzną, który nie wzbudził mojej sympatii” – powiedziała szczerze. I na tym mogłoby się skończyć, gdyby nie to, że ich drogi ponownie się przecięły. Tym razem już w pracy. Wspólne obowiązki sprawiły, że zaczęli się lepiej poznawać, a relacja rozwijała się powoli, bez pośpiechu.
Co ciekawe, poznali się właśnie w Walentynki – dzień, którego oboje wcześniej nie darzyli sympatią. Z czasem jednak to właśnie ten moment stał się początkiem ich wspólnej historii. Dziś, jak podkreśla aktorka, są nie tylko małżeństwem, ale też przyjaciółmi, co uważa za najważniejsze.
Decyzja o ślubie nie była jednak planowana od początku. Para była razem aż siedem lat, zanim zdecydowała się na ten krok – i to w dość spontaniczny sposób. Co więcej, nie chodziło wyłącznie o romantyczne uniesienia. Wierzbicka przyznała, że ważną rolę odegrały kwestie zdrowotne.

„Zaczęłam chorować i uświadomiliśmy sobie, że gdybym trafiła do szpitala, mój partner nie mógłby nawet dowiedzieć się, co się ze mną dzieje ani mnie odwiedzić” – wyznała.
Sam ślub również nie wyglądał jak z bajki. Para nie miała dokładnego planu ani wyobrażenia, jak będzie przebiegała ceremonia cywilna. Wszystko odbyło się szybko i bez większego rozmachu – całość trwała zaledwie kilkanaście minut.
Aktorka przyznaje, że nie wszystko poszło idealnie. Były drobne wpadki i momenty niepewności. Mimo to nie wraca do tego z żalem. Z dystansem podchodzi do całego wydarzenia i zaznacza, że nie uważa go za najpiękniejszy dzień swojego życia. Woli patrzeć na codzienność i dbać o to, by każdy dzień miał w sobie coś wyjątkowego.

Marta Wierzbicka podkreśla również, jak ważna jest dla niej prywatność jej męża. Od początku ustalili, że nie będzie on osobą publiczną. Aktorka konsekwentnie trzyma się tej decyzji, choć – jak sama przyznaje – czasem ma ochotę pokazać go światu.
Z uśmiechem dodaje jednak, że jej mąż jest „niesamowicie przystojny”, co tylko podsyca ciekawość fanów. I choć szczegóły ich życia pozostają w cieniu, jedno jest pewne – ich historia nie przypomina bajki, ale właśnie dlatego wydaje się tak prawdziwa.