Natalia Niemen od lat żyje w cieniu wielkiego nazwiska. Córka legendarnego Czesława Niemena wielokrotnie mówiła, że rozpoznawalność przyniosła jej nie tylko możliwości, ale także ogromną presję. W najnowszej rozmowie artystka zdecydowała się jednak na wyjątkowo osobiste wyznanie. Tym razem opowiedziała o macierzyństwie i o błędach, które – jak sama przyznaje – do dziś w niej rezonują.
Piosenkarka i malarka nie ukrywa, że przez lata mierzyła się z poważnymi kryzysami. W przeszłości otwarcie mówiła o trudnych emocjach i myślach samobójczych. W 2024 roku zakończyła także swoje małżeństwo z muzykiem Mateuszem Otrembą, związanym ze wspólnotą baptystów. Para doczekała się trójki dzieci: synów Bronisława i Wincentego oraz córki Danuty.
W rozmowie o życiu rodzinnym Natalia Niemen nie próbowała się wybielać. Wręcz przeciwnie – zdecydowała się na bardzo szczere słowa o sobie jako matce. Przyznała, że w przeszłości zdarzały się sytuacje, które dziś wspomina z ogromnym poczuciem winy.
– Zrobiłam wiele paskudnych rzeczy moim synom. Ale naprawiłam to. Byłam emocjonalnie niestabilną matką. Złościłam się na nich bez powodu. Miałam z tego powodu potworne poczucie winy… To straszne, bo robisz coś, czego nie chcesz robić, nie potrafisz tego zatrzymać i wiesz, że nie powinnaś – wyznała.
Artystka podkreśliła, że duży wpływ na atmosferę w jej domu miała religia, z którą przez lata była związana dzięki rodzinie byłego męża. Jak przyznała, niektóre zasady funkcjonujące w środowisku baptystów były dla niej trudne do zaakceptowania.

Wspomniała między innymi o podejściu do karania dzieci. – Baptyści uważają, że małe dzieci powinno się karać klapsem. Bo jeśli nie będą bite, to niczego się nie nauczą – powiedziała, dodając, że sama również stosowała takie metody, choć było to dla niej bardzo trudne.
Opowiedziała także o sytuacjach z tamtego okresu. Przyznała, że spotykała się z presją ze strony otoczenia. – Moja szwagierka obraziła się na mnie, bo nie chciałam bić swoich dzieci. Mój syn miał dwa lata, a ona zapytała mnie kontrolnie: „A już go bijesz?” – wspominała.
Natalia Niemen tłumaczy, że takie podejście wynikało z bardzo dosłownej interpretacji fragmentów tekstów religijnych. Według niej w rodzinie męża przywoływano słowa mówiące o karaniu dziecka rózgą, aby – jak interpretowano – „uratować jego duszę”.

– Uczono mnie, że musi to być cienka witka. Dlaczego? Bo ręka jest do kochania, ręka nie jest do bicia, ale witka to nie ręka – opowiadała.
W dalszej części rozmowy artystka próbowała wyjaśnić mechanizm, który – jej zdaniem – stoi za takim sposobem wychowania. Zwróciła uwagę, że w tym podejściu kara fizyczna ma prowadzić dziecko do poczucia wstydu i podporządkowania.
– Gdy pozwalasz sobie zdyscyplinować dziecko tą rózgą, doprowadzasz je do momentu, w którym rodzi się wstyd. Trzeba odsłonić jego intymne części ciała. Pupa dziecka jest miejscem prywatnym. Wplata się to w świętość Boga, że tak właśnie chce Bóg. W rzeczywistości pojawia się poczucie władzy. Ci ludzie wierzą, że dobrze wychowują dzieci – podsumowała.