Nowy sezon „Tańca z Gwiazdami” ruszył z rozmachem. To już 31. edycja programu, a mimo upływu lat zainteresowanie wcale nie słabnie. Wciąż nie brakuje chętnych, którzy marzą o Kryształowej Kuli i nagrodzie w wysokości 200 tysięcy złotych. Już pierwszy odcinek pokazał, że rywalizacja będzie zacięta.
W finałowej części wieczoru na parkiecie pojawili się Sebastian Fabijański i Julia Suryś. Aktor, który wcześniej kilkukrotnie odkładał decyzję o udziale w show, tym razem postawił wszystko na jedną kartę. Na początek zmierzył się z wymagającą cha-chą i od razu zwrócił na siebie uwagę.
Występ Fabijańskiego nie przeszedł bez echa. Jurorzy nie kryli zaskoczenia jego sceniczną swobodą. Tomasz Wygoda zwrócił się do aktora w osobisty sposób, wychodząc poza techniczne aspekty tańca.
— Mówiłeś, że ciągle ze sobą walczysz, ale zobaczyłem w tobie dużo miękkości i czułości. Jakbyś w końcu znalazł przestrzeń, żeby siebie polubić. To było spójne, wytańczone, z lekkością i wolnością — podkreślił.
Ostatecznie para otrzymała 36 punktów, co już na starcie ustawiło Sebastiana w gronie mocnych zawodników tej edycji.
W sieci szybko pojawiły się komentarze widzów. Wielu z nich nie kryło zachwytu. „Ogromne zaskoczenie”, „Mój faworyt wśród panów”, „Klasa sama w sobie”, „Nie spodziewałam się takich kocich ruchów” — pisali internauci. Pod nagraniem zaroiło się od pochwał i gratulacji.
Udział Fabijańskiego z pewnością nie umknie także Maffashion. Była partnerka aktora jasno zapowiedziała, że nie zamierza śledzić programu ani komentować jego występów. Dwa lata temu sama brała udział w show i teraz ma dość pytań o ojca swojego dziecka.
Jedno jest pewne — Sebastian Fabijański rozpoczął swoją przygodę z „Tańcem z Gwiazdami” w mocnym stylu. A jeśli utrzyma ten poziom, może jeszcze sporo namieszać w tej edycji.