Choć Marcin Hakiel już dawno się oświadczył, na szybki ślub się nie zanosi. Dominika Serowska nie ukrywa, że do tematu ma bardzo chłodne podejście i wcale nie pali się do zmiany statusu z narzeczonej na żonę.
Od początku ich relacja budzi emocje. Wielu obserwatorów ma wrażenie, że to Dominika rozdaje w tym związku karty. Mimo że to Hakiel wprowadził ją do świata mediów i sprawił, że stała się rozpoznawalna, ona jasno pokazuje, że ma swoje zasady. W programie „Heads or Tails” widzowie zobaczyli scenę, w której tancerz mógł wybierać między spaniem na kanapie w salonie albo… na stole.

Serowska otwarcie mówi też o swoich oczekiwaniach. Wspominała wcześniej o pierścionku od Tiffany’ego, sugerując, że bez niego o ślubie nie ma mowy. Teraz jednak okazuje się, że nawet spełnienie takich zachcianek nie gwarantuje szybkiej ceremonii.
Podczas wizyty w studiu „Faktu” temat małżeństwa pojawił się naturalnie. Dominika przyznała, że nie ma wielkiego marzenia o ślubie. Opowiedziała o niedawnym wyjeździe do Rzymu i pięknym kościele, w którym teoretycznie mogłaby wyjść za mąż. Zaraz jednak dodała, że Marcin musiałby wcześniej uzyskać rozwód kościelny.

Zaznaczyła, że nie potrzebuje hucznej ceremonii i nie czuje presji, by formalizować związek. Jeśli kiedyś uznają, że to dobry moment, usiądą i wszystko spokojnie zaplanują. Nie chce działać pod wpływem chwili ani organizować wydarzenia tylko po to, by zwrócić na siebie uwagę.
Po chwili padły słowa, które wywołały największe poruszenie. Dominika stwierdziła, że rozwody później są bardzo drogie. Trudno było doszukać się w jej wypowiedzi romantycznego tonu. Z jednej strony podkreśla brak potrzeby ceremonii, z drugiej wspomina, że ewentualnie rozważyłaby zmianę nazwiska albo nazwisko dwuczłonowe.
Czy Marcin Hakiel powinien jeszcze bardziej się starać, by przekonać ukochaną do ślubu? Na razie wszystko wskazuje na to, że to Dominika trzyma w ręku ostateczną decyzję.