Karol „Friz” Wiśniewski po raz kolejny postanowił zamienić spotkanie z dzikami w internetowe widowisko. Na początku lutego opublikował serię nagrań, na których przepędzał zwierzęta ze swojej posesji, trzymając w ręku łopatę do śniegu i krzycząc w ich stronę. W jednym z filmów towarzyszyła mu 3-letnia córka Maja, która zachęcana przez ojca wołała do zwierząt „a sio, a sio”. Materiały szybko obiegły sieć, a influencer przekazał nawet nagranie z „akcji” na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Temat jednak nie ucichł. W poniedziałek Friz opublikował kolejne wideo, bo dziki ponownie pojawiły się w okolicy jego domu. Tym razem postanowił pójść o krok dalej. Zapowiedział „finałowy akt”, po czym ruszył w stronę zwierząt z pędzlem umazanym różową farbą.
@tojafriz BROŃ OSTATECZNA. AKT OSTATECZNY.
Na nagraniu widać, jak podchodzi w stronę dzików i jednocześnie zachęca córkę, by zrobiła to samo. – Maja, chodź, teraz ty. Co im powiesz? – pyta, idąc razem z dzieckiem w kierunku dzikich zwierząt.
Wielu internautów zwróciło uwagę, że sytuacja przestała być zabawna. Dziki to dzikie, nieprzewidywalne zwierzęta, a zbliżanie się do nich z małym dzieckiem może skończyć się niebezpiecznie. Pojawiły się też głosy krytyki dotyczące samego pomysłu użycia farby – zarówno w kontekście bezpieczeństwa ludzi, jak i zwierząt.

Niektórzy przypomnieli, że kilka lat temu Friz wzbudził kontrowersje, gdy przefarbował swojego psa na różowo. Tamta sytuacja również wywołała falę komentarzy. Teraz znów wrócił do podobnej estetyki, tyle że w zupełnie innych okolicznościach.
Nagranie wywołało mieszane reakcje. Jedni widzą w tym kolejną próbę żartu i zdobycia zasięgów, inni zastanawiają się, czy granica nie została już przekroczona.