Agnieszka Włodarczyk szczerze o macierzyństwie po czterdziestce. Tak naprawdę wygląda życie z 4,5-letnim Milanem

Agnieszka Włodarczyk od ponad 30 lat funkcjonuje w polskim show-biznesie i doskonale wie, czym jest życie na świeczniku. Jej prywatne wybory od lat budzą emocje, zwłaszcza odkąd związała się z młodszym o osiem lat triathlonistą Robertem Karasiem. W 2021 roku para powitała na świecie syna Milana, który dziś jest centrum ich świata.

Tuż po narodzinach chłopca aktorka nie kryła wzruszenia. W mediach społecznościowych pisała, że długo czekała na moment, w którym poczuje pełen spokój i pewność, że jest we właściwym miejscu i z właściwą osobą. Podkreślała, że niczego jej już nie brakuje.

O macierzyństwie i codzienności z 4,5-letnim synem opowiedziała niedawno w programie Magdy Gessler. Nie ukrywała, że na dziecko zdecydowała się późno, bo miała już czterdzieści lat, gdy Milan przyszedł na świat. Dziś obserwuje, jak jej syn coraz wyraźniej zaznacza swoją niezależność.

– Pojawiło się: mamo, idź, mamo, zostaw mnie, mamo, nie wchodź do pokoju. I to był pierwszy moment, kiedy pomyślałam, że czas na przedszkole – wyznała w „Magda Gotuje Internet”. Jak dodała, sama w dzieciństwie nie miała do czynienia z takimi placówkami aż do czwartego roku życia, dlatego pierwsze rozstanie było dla niej trudne. Zostawienie dziecka na pół dnia pod opieką obcych osób wymaga zaufania, a to nie zawsze przychodzi łatwo.

Włodarczyk nie ukrywa, że razem z mężem mieli swoje wyobrażenia o przyszłości syna. Sport w ich domu to naturalny temat, więc marzyli, by Milan poszedł w ślady ojca. Jednak życie potrafi zaskakiwać.

– Bardzo chcieliśmy, żeby był sportowcem, ale kiedy rodzice czegoś bardzo chcą, zwykle wychodzi inaczej. Wydaje mi się, że on bardziej ciągnie w stronę aktorstwa. Choć trudno to jednoznacznie ocenić, ma dopiero 4,5 roku. Ale jest świetnym aktorem, potrafi w sekundę się rozpłakać – przyznała z uśmiechem.

Dziś Agnieszka Włodarczyk z dystansem patrzy na presję oczekiwań. Najważniejsze jest dla niej to, by Milan był szczęśliwy i mógł sam odkrywać swoją drogę – bez względu na to, czy będzie to stadion, czy scena.