Kamila Kalińczak znalazła się w centrum internetowej burzy zupełnie nie z własnej winy. Jedno niewinne zdjęcie wystarczyło, by część internautów dopowiedziała sobie historię, której… po prostu nie było. Reakcja dziennikarki okazała się jednak bezbłędna.
Kalińczak, znana widzom z pracy w TVN24, a dziś także jako trenerka wystąpień publicznych i twórczyni popularnego cyklu językowego „ĄĘ”, regularnie pokazuje w sieci fragmenty codzienności. W styczniu opublikowała post podsumowujący miesiąc, który był dla niej wyjątkowy — właśnie wtedy adoptowała psa ze schroniska. Wśród zdjęć znalazł się kadr, na którym leży na kanapie z nowym pupilem w ramionach.
Посмотреть эту публикацию в Instagram
I właśnie ten moment część odbiorców zinterpretowała opacznie. Pod fotografią zaczęły pojawiać się… gratulacje. Nie za adopcję, nie za nowy etap życia, ale takie, które jasno sugerowały domysły na temat ciąży. Choć w poście nie było ani jednego słowa, które mogłoby to sugerować.
Kilka dni później Kalińczak postanowiła zareagować. Zamiast irytacji wybrała ironię i precyzję. W krótkim nagraniu podziękowała za gratulacje, po czym dodała, że ona, pies o imieniu Środa oraz jej wzdęcie związane z pierwszym dniem okresu mają się doskonale. Uśmiech, spokój i jedno zdanie wystarczyły, by zamknąć temat.
Ta odpowiedź momentalnie obiegła sieć. W komentarzach pojawiła się fala wsparcia, zwłaszcza ze strony kobiet. Wiele z nich pisało, że spotkały się z podobnymi sytuacjami i dziękowały Kalińczak za to, że nazwała problem wprost. Pojawiły się głosy o normalizacji wyglądu ciała, o presji oceniania i o tym, jak łatwo internet przekracza granice.
Jedno zdjęcie, jedna pochopna interpretacja i jedna riposta wystarczyły, by rozpętać ważną dyskusję. Kamila Kalińczak nie tylko „zgasiła” internautów, ale zrobiła to z klasą, humorem i jasnym komunikatem, który trafił dokładnie tam, gdzie trzeba.