Ewa Gawryluk wyszła za mąż po cichu. Ślub w Dzień Dziecka i mąż, którego skutecznie ukrywała

To informacja, która zaskoczyła nawet najwierniejszych fanów. Ewa Gawryluk wzięła ślub i zrobiła to dokładnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewano. 57-letnia aktorka stanęła na ślubnym kobiercu w Dzień Dziecka i sama poinformowała o tym w sieci, nie robiąc wokół wydarzenia medialnego szumu.

Zaledwie trzy lata wcześniej Gawryluk zakończyła wieloletnie małżeństwo z Waldemarem Błaszczykiem. Para ma wspólną córkę Marię, dziś 23-letnią, a rozstanie — jak podkreślali — odbyło się w zgodzie i bez publicznego prania prywatnych spraw. Słowa dotrzymali, bo szczegóły ich rozstania do dziś pozostają poza mediami.

Po rozwodzie aktorka konsekwentnie chroniła swoją prywatność. Przez długi czas nie było wiadomo, czy w jej życiu pojawił się ktoś nowy. Jeśli już, to tylko w formie subtelnych sygnałów i nieoczywistych kadrów. Bez nazwisk, bez twarzy, bez deklaracji.

Teraz wszystko stało się jasne. Nowym mężem Ewy Gawryluk jest Piotr Domaniecki — mężczyzna zupełnie spoza show-biznesu. To pasjonat lotnictwa, który ma za sobą także sportową przeszłość. Ukończył warszawską Akademię Wychowania Fizycznego, pracował w Legii Warszawa oraz w Stali Stalowa Wola, gdzie zajmował się m.in. treningiem bramkarzy i pełnił funkcję kierownika drużyny. Posiada również licencję trenerską UEFA.

Domaniecki nie bywa na salonach i nie pojawia się na ściankach. Zamiast tego jego światem są lotniska, samoloty i fotografia lotnicza. To właśnie ta pasja połączyła go z aktorką. Gawryluk zaczęła pojawiać się w miejscach związanych z lotnictwem, a jedno z takich zdjęć opatrzyła kiedyś krótkim, wymownym podpisem sugerującym randkę.

Mimo bliskości i wspólnych zainteresowań aktorka przez długi czas nie pokazywała partnera wprost. Wolała chronić relację przed medialnym zgiełkiem i ciekawskimi spojrzeniami. Ślub był naturalnym domknięciem tej historii, choć nadal utrzymanym w bardzo dyskretnym tonie.

Wszystko wskazuje na to, że nowy rozdział w życiu Ewy Gawryluk będzie wyglądał dokładnie tak, jak dotychczas — spokojnie, bez błysku fleszy i na własnych zasadach.