Skiba postanowił przebić samego siebie. Drugi ślub z tą samą żoną zrobił na rajskiej plaży

Krzysztof Skiba znów znalazł sposób, by zwrócić na siebie uwagę. Nie było rozwodu, nie było nowej partnerki ani nagłego duchowego olśnienia. Była za to decyzja, że jeden ślub to za mało. Skoro już raz było oficjalnie, to teraz czas na wersję egzotyczną, z palmami, piaskiem pod stopami i bębnami w tle.

Muzyk razem z żoną Karoliną poleciał na Malediwy, gdzie na wyspie Helengeli powiedzieli sobie „tak” po raz drugi. Tym razem w lokalnym obrzędzie, przy dźwiękach bębnów bodu-beru, w scenerii rodem z katalogu biura podróży. Całość wyglądała bardziej jak turystyczna atrakcja niż poważna ceremonia, ale o powagę najwyraźniej nikt tu nie zabiegał.

Od początku było jasne, że ten ślub nie wydarzy się tylko dla nich. Skiba zadbał o relację w mediach społecznościowych, bo bez internetu taki moment po prostu by się nie liczył. Zdjęcia, nagrania, opisy pełne ironii i luzu — wszystko trafiło do sieci niemal natychmiast.

 

Посмотреть эту публикацию в Instagram

 

Публикация от Karolina Skiba🧿 (@karoskiba)

Internauci nie zostawili na tym pomyśle suchej nitki. W komentarzach pojawiły się głosy, że malediwski obrzęd to nic więcej niż hotelowa atrakcja dostępna z cennika, bez żadnego znaczenia prawnego. Inni wyśmiewali styl muzyka, porównując jego strój do wyjścia po zakupy, a nie na ślub. Byli też tacy, którzy uznali, że cała ceremonia to brak szacunku do samej idei małżeństwa.

Im więcej zdjęć krążyło po sieci, tym ostrzejsze stawały się reakcje. Zamiast zachwytu dominowała kpina i zmęczenie kolejnym „show”, które miało bawić, a zirytowało sporą część odbiorców. Skiba jednak zdaje się tym zupełnie nie przejmować i konsekwentnie robi swoje.

Patrząc na tempo eskalacji pomysłów, wielu już żartuje, że to dopiero początek. Jeśli trend się utrzyma, kolejne odsłony mogą być tylko bardziej widowiskowe. Jedno jest pewne — nuda Skibie nie grozi, a internet znów dostał dokładnie to, co lubi najbardziej: temat do ostrej dyskusji.