Luksusowy Dubaj, słońce, urodzinowy klimat i nocne wyjścia szybko się skończyły. Po powrocie do Polski Sandra Kubicka zderzyła się z codziennością, która wyraźnie wytrąciła ją z równowagi. Choć modelka nie wymieniła żadnych nazwisk, jej instagramowe relacje nie pozostawiły wątpliwości, do kogo były skierowane.
22 stycznia Sandra Kubicka kończy 31 lat, jednak świętowanie zaczęła wcześniej. Ostatnie miesiące były dla niej wyjątkowo intensywne — rozstanie z Aleksandrem Milwiw-Baronem, decyzja o rozwodzie i przeprowadzka do nowego mieszkania sprawiły, że postanowiła na chwilę uciec od wszystkiego. Wybrała Dubaj i towarzystwo przyjaciół, stawiając na reset i skupienie się na sobie.

Podczas gdy Kubicka korzystała z zagranicznego wyjazdu, jej syn Leonard przebywał pod opieką ojca. Baron zabrał chłopca w polskie góry, pokazując w sieci zimowe spacery, śnieg i wspólne chwile. Na zdjęciach wszystko wyglądało spokojnie i beztrosko — do momentu powrotu Sandry do kraju.

Zaraz po powrocie modelka zaczęła publikować relacje, z których jasno wynikało, że sytuacja ją zaniepokoiła. Leonard nie czuł się najlepiej, a emocje matki były wyraźnie widoczne. Choć nie padły konkretne nazwiska, obserwatorzy szybko połączyli fakty. W jednej z relacji Kubicka zasugerowała, że wielogodzinne zabawy na mrozie przy ujemnych temperaturach nie są najlepszym pomysłem dla małego dziecka.

Pojawiły się też aluzje dotyczące odpowiedniego ubioru. Modelka wspomniała o rękawiczkach i przygotowaniu na zimowe warunki, dając do zrozumienia, że ktoś nie do końca dopilnował tych kwestii. Ton wypowiedzi był wyraźny i nie pozostawiał miejsca na domysły — frustracja była aż nadto czytelna.

Kulminacją relacji stało się zdjęcie, na którym Sandra Kubicka tuli Leonarda. W opisie napisała wprost, że to właśnie jej syn jest mężczyzną jej życia. Podkreśliła, że daje jej czułość, bliskość i poczucie bezpieczeństwa, których kiedyś szukała w relacjach partnerskich.

Modelka opisała codzienne, intymne momenty — spontaniczne przytulenia, buziaki, nocne trzymanie za rękę. Jak zaznaczyła, to dokładnie to, czego pragnęła i co dziś znajduje w relacji z dzieckiem. W jej słowach nie było miejsca na niedopowiedzenia — przekaz był jasny i bardzo osobisty.