Anna Skura wciąż przebywa w szpitalu na Bali, dokąd trafiła po nagłym pogorszeniu stanu zdrowia. Po serii badań lekarze postawili jasną diagnozę — zapalenie płuc. Choć sama choroba wywołała u niej spory strach, dziś influencerka krok po kroku relacjonuje pobyt i zaskakuje szczerością.
Jeszcze niedawno Skura zachwycała się podróżą na Hawaje. Po powrocie na Bali, gdzie mieszka na co dzień, pojawiła się jednak wysoka gorączka i silne osłabienie. Objawy były na tyle niepokojące, że konieczna okazała się hospitalizacja. W szpitalu wykonano liczne badania, w tym testy na malarię i prześwietlenie klatki piersiowej, co ostatecznie pozwoliło postawić diagnozę.

Influencerka przyznaje, że początkowo chciała jak najszybciej opuścić szpital, nawet po jednej dobie. Lekarze nie mieli jednak wątpliwości, że to zbyt duże ryzyko. Jak sama mówi, dziś jest im za to wdzięczna, bo opieka okazała się wyjątkowo troskliwa, a brak bodźców z zewnątrz pozwolił jej realnie dojść do siebie.

Największe zaskoczenie przyszło jednak w momencie, gdy Skura postanowiła pokazać… szpitalne jedzenie. Przyznała, że przez kilka dni niemal nie miała apetytu, a część posiłków musiała na nią po prostu poczekać. Gdy jednak głód w końcu wrócił, reakcja była zupełnie nieoczekiwana.

Influencerka otwarcie przyznała, że pierwszy raz w życiu cieszy się z pobytu w szpitalu, bo właśnie tam poczuła się lepiej. Jeszcze większe zdumienie wywołała jej opinia o jedzeniu. Zamiast bezsmakowych porcji — domowe dania, które porównała do klasycznego baru mlecznego.

Jak relacjonowała, posiłki były ciepłe, proste i naprawdę smaczne, a cały szpital pozytywnie ją zaskoczył. Dla wielu obserwatorów to zupełnie inny obraz hospitalizacji niż ten, do którego są przyzwyczajeni.