Tegoroczne święta Bożego Narodzenia wyglądały dla Jennifer Aniston zauważalnie inaczej — spokojniej, cieplej i przepełnione czymś, czego fani nie widzieli u niej od dawna. Aktorka zaoferowała rzadki wgląd w swoje życie prywatne, dzieląc się intymnymi momentami z pierwszych świąt Bożego Narodzenia spędzonych z nowym chłopakiem, Jimem Curtisem.
Para ujawniła swój związek w listopadzie, miesiące po tym, jak zaczęły krążyć po cichu plotki. Zamiast efektownego ogłoszenia, Aniston wybrała łagodniejsze rozwiązanie: przytulne migawki z domu, świąteczne detale i serdeczne życzenia świąteczne, życząc miłości i ciepła swoim fanom.

Według źródeł bliskich aktorce, te święta Bożego Narodzenia nie były improwizowane — były starannie zaplanowane. Podobno Aniston ceni okres świąteczny bardziej niż ktokolwiek inny, wykorzystując go jako czas na zwolnienie tempa, oderwanie się od pracy i całkowite zanurzenie się w komforcie własnego domu.

Znajomi mówią, że była szczególnie podekscytowana możliwością podzielenia się tymi szczególnymi świętami. Spędzanie pierwszych Świąt Bożego Narodzenia z Jimem było pełne znaczenia, nie pospieszne – spokojne świętowanie zbudowane na bliskości, a nie na widowisku. Dla Aniston nie chodziło o imprezy ani o wygląd, ale o obecność.

Publiczny debiut pary na początku tej jesieni podczas wydarzenia ELLE „Kobiety w Hollywood” był punktem zwrotnym. Choć starali się zachować powściągliwość, ich wspólne pojawienie się potwierdziło to, na co informatorzy sugerowali od miesięcy – że ich związek jest prawdziwy, stabilny i rozwija się.

Co ciekawe, osoby bliskie Aniston zdradzają, że romans nie był punktem wyjścia. Początkowo głęboko ceniła przyjaźń, którą dzielili. Kiedy uczucia zaczęły się zmieniać, podeszła do sytuacji ostrożnie, wybierając cierpliwość zamiast impulsywności.
Teraz, jak podają źródła, nie żałuje niczego. To, co zaczęło się ostrożnie, przekształciło się w coś, co z pewnością akceptuje – a te święta symbolizowały tę zmianę. Bez dramatów. Bez gonitwy za nagłówkami. Po prostu kobieta wybierająca szczęście na własnych warunkach.

Dla fanów, którzy od dawna przywykli do widoku Jennifer Aniston definiowanej przez jej dawne związki, ten rozdział wydaje się odświeżająco inny. Mniej powściągliwy. Bardziej autentyczny. I być może właśnie na to czekała.