Dawno, dawno temu Kim Novak uosabiała wszystko, co Hollywood czcił. Magnetyczna, tajemnicza i niezwykle elegancka, nie tylko pojawiała się na ekranie – ona go dominowała. Reżyserzy ją uwielbiali, publiczność ją ubóstwiała, a legendy takie jak Alfred Hitchcock uczyniły z niej obiekt filmowej obsesji. W latach 50., 60. i 70. Novak nie była tylko sławna – była definicją symbolu seksu na srebrnym ekranie.

Jej uroda otwierała przed nią wszelkie możliwe drzwi. Studia filmowe rywalizowały o jej obecność, domy mody zabiegały o jej wizerunek, a magazyny nie mogły się nią nasycić. Novak zbudowała imponującą karierę, łącząc aktorstwo z modą, zapewniając sobie miejsce wśród nietykalnej elity Hollywood.

Jednak za blaskiem, starzenie się stało się jej największą walką. Przyzwyczajona do nieustannych pochwał i uwielbienia, Novak podobno odczuwała głęboki ból, obserwując, jak czas odciska swoje piętno. Każda zmarszczka była zdradą wizerunku, jaki świat oczekiwał od niej zachować.
Jak wiele gwiazd przed nią, poddała się zabiegom medycyny estetycznej, mając nadzieję na zachowanie ponadczasowego wyglądu. To, co miało przywrócić jej pewność siebie, powoli przerodziło się jednak w druzgocącą pomyłkę.

Wielokrotne operacje i niezliczone zastrzyki upiększające radykalnie zmieniły jej wygląd. Z czasem zmiany stały się nie do zignorowania. Twarz, niegdyś słynąca z naturalnego uroku, zmieniła się tak drastycznie, że nawet wieloletni fani mieli problem z jej rozpoznaniem.

Dziś, w wieku 92 lat, nazwisko Kim Novak wciąż rozbrzmiewa w historii filmu – choć nie bez kontrowersji. Jej historia stała się dobitnym przypomnieniem bezlitosnych standardów Hollywood, gdzie nawet legendy są zmuszane do walki z czasem, czasami za nieodwracalną cenę.
